Translate

Coś tam jest! Naukowcy odbierają sygnały z kosmosu!

piątek, 14 maja 2010

Coś  tam jest! Naukowcy odbierają sygnały z kosmosu!

Galaktyka M82 (fot. NASA)

Brytyjscy naukowcy potwierdzili, że od maja ubiegłego roku odbierają z kosmosu przedziwne sygnały. Z ich ekspertyz wynika, że w sąsiedniej galaktyce znanej jako M82 znajduje się kosmiczny obiekt, który emituje fale radiowe w nieznany dotychczas sposób. Odkrycie zostało zaprezentowane podczas odbywającej się niedawno konferencji astronomów w Glasgow.


W czasie spotkania ujawniono, że w trakcie zeszłorocznej obserwacji gwiezdnej eksplozji w galaktyce M82 specjaliści natrafili też na ślad emitowanych z układu fal radiowych. Sieć znajdujących się w Wielkiej Brytanii radioteleskopów MERLIN wychwyciła czysty sygnał, który wyłonił się w ciągu zaledwie kilku dni. Jego widmo od tamtego czasu pozostaje niezmienne.

"Nie mamy pojęcia, co to jest." - powiedział bez ogródek Tom Muxlow z Jodrell Bank Centre for Astrophysics, jeden ze współautorów odkrycia. "Obiekt uaktywnił się bardzo gwałtownie w ciągu kilku dni i nie wykazuje żadnych oznak zanikania od pierwszych miesięcy istnienia."

Odbierane fale radiowe nie pasują do znanych dotychczas wzorców. Nie są podobne ani do fal wysyłanych przez czarne dziury ani przez supernowe. - poinformował serwis "New Scientist". Jeden z pozostałych wariantów, który przez niektórych jest jeszcze rozpatrywany zakłada, że sygnał emituje jakiś mikrokwazar, ale i tu jest jedno "ale". Jeszcze nigdy nie zarejestrowano fali radiowej emitowanej przez tego typu obiekt, która byłaby tak żywotna i intensywna. Poza tym mikrokwazary emitują też promieniowanie rentgenowskie, a w tym wypadku go nie stwierdzono. Nic więc dziwnego, że część naukowców całkowicie odrzuciła już wersję z mikrokwazarami.


Brak jasnej odpowiedzi na pytanie, z czym tak naprawdę mamy do czynienia powoduje, że na forach pojawia się coraz więcej mniej lub bardziej prawdopodobnych teorii. Wśród nich nie brakuje również tych zakładających, że fale radiowe nadawane są przez zaawansowaną technologicznie cywilizację, a teraz przez przypadek zostały wykryte przez naukowców.

Galaktyka M82 oddalona jest o 10 milionów lat świetlnych.

Tajemnicze karły w natarciu

Tajemnicze karły w natarciu

Karzeł z Argentyny (fot. archiwum mwmedia)

W ostatnim czasie doszło do spotkań z niezwykłymi niskorosłymi istotami. Świadkowie pokazują zdjęcia i zapewniają, że nie widzieli ludzi z defektem genetycznym, tylko nieznane istoty.

Dziennik The Sun opublikował na początku sierpnia 2008 r. niezwykłe zdjęcie wykonane w okolicach jeziora Tahoe w Stanach Zjednoczonych. Wędrujący przez las Lloyd Deneau, 41-letni turysta z Florydy, fotografował pejzaże. Przeglądając obrazy zapisane w cyfrowym aparacie fotograficznym mężczyzna nagle odkrył, że na jednym ze zdjęć jest coś, czego w trakcie wędrówki nie widział. Wśród drzew i krzewów majaczyła niewyraźna sylwetka bardzo niskiej człekopodobnej istoty. Ten, jak go później ochrzcili dziennikarze, Leprechaun-Alien (Leprechaun: karzeł z irlandzkich legend; Alien – w j. ang. Obcy, czyli kosmita), był wysoki na nie więcej niż 90 cm.

- Kiedy robiłem to zdjęcie bezdyskusyjnie nikogo nie było w pobliżu. Nie widziałem tego stworzenia - stwierdził Deneau w wypowiedzi dla The Sun. - Po powrocie do domu pokazałem zdjęcie przyjaciołom i rodzinie, ale nikt nie potrafił wyjaśnić tej sprawy. Według moich dzieci postać na zdjęciu najbardziej przypomina albo Leprechauna, albo kosmitę. Mam za soba wojskową przeszłość, jestem zwolennikiem konkretów i nie wierzę w Obcych przylatujących na Ziemię w UFO, nie potrafię jednak racjonalnie wyjaśnić tego, co mi się przydarzyło.

Zdjęcie wzbudziło zainteresowanie wielu badaczy niezwykłych zjawisk oraz entuzjastów. Postawiono też wiele hipotez, co widać na fotografii.

Oprócz legendarnego karła i kosmity może to być elf, a nawet dziecko Bigfoota, amerykańskiego yeti. Niektórzy badacze sugerują związek pomiędzy postacią na zdjęciu, a miejscem, gdzie została wykonane. Region jeziora Tahoe (Lake Tahoe) leży na pograniczu Kalifornii i Nevady, gdzie odkryto pradawne ślady człowieka i odprawianych przez niego magicznych obrzędów.

Zdjęcie tajemniczej postaci wykonane przez Deneau.
(fot. archiwum mwmedia)


Na zachód od Carson City w Nevadzie odkryto w 1940 r. Spirit Cave (Jaskinię Ducha), a w niej artefakty i zmumikowane zwłoki człowieka sprzed ponad 9 tys. 400 lat. Te datowane na 7 tys. 420 r. p.n.e. szczątki są najstarszą mumią Ameryki Północnej. Człowiek pochowany w Jaskini Ducha, szaman lub wódz, nie był typowym Indianinem. Wg ekspertów, czaszka należała do osobnika typu kaukaskiego - człowieka rasy białej.

Czy tajemnicza postać na zdjęciu Lloyda Deneau ma związek ze stanowiącymi zagadkę dla nauki szczątkami ze Spirit Cave? Czyżby w kadr nowoczesnego cyfrowego aparatu trafił nie tyle kosmita, co nadnaturalna istota z odległej przeszłości? Może przez lasy porastające brzegi jeziora Tahoe wciąż wędruje jakiś zapomniany duch lasu, bożek, którego ostatni wyznawcy pomarli tysiące lat temu? I czy właśnie takiego rodzaju istota pojawiła się wcześniej w Argentynie?

Pod koniec marca 2008 r. argentyński ogólnokrajowy dziennik El Tribuno, a za nim angielski The Sun, podały informacje o niezwykłym wydarzeniu w mieście General Guemes leżącym w argentyńskiej prowincji Salta.

Któregoś późnego wieczoru w pierwszym tygodniu marca grupa nastolatków spędzała czas na rozmowach siedząc na ulicznej ławeczce. Nagle z pobliskiej kępy krzewów wyszła niewielka postać i ruszyła w dół ulicy. Pojawienie się dziwnej istoty wywołało konsternację. Jeden z nastolatków zapanował nad emocjami i uruchomił kamerę w telefonie komórkowym. Chłopak nagrał przemarsz tajemniczego stworzenia, a film ten, umieszczony w internecie, obiegł cały świat.

Co zostało uwiecznione na cyfrowym filmie z komórki? Znawcy tematu twierdzą, że to zmaterializowana postać z legend znanych w wielu regionach świata: karzełek, gnom, Leprechaun, krasnal. Przemawiać za tym mają wzrost stworzenia, jego dyskretna, by tak rzec, obecność i spiczasta czapka.

- W kilka osób rozmawialiśmy o naszej ostatniej wyprawie na ryby - relacjonował dziennikarzom El Tribuno nastoletni Jose Alvarez, który sfilmował tajemnicze stworzenie. - Akurat wyjąłem komórkę i odebrałem jakiegoś SMS-a. W tej samej chwili usłyszeliśmy hałas, jakby ktoś rzucał kamieniami. Spojrzeliśmy w tamtą stronę i zobaczyliśmy ruch w trawie. Najpierw wszyscy pomyśleliśmy, że to jakiś pies wybiegł z krzaków, ale zaraz zrozumieliśmy, że to coś dziwnego. To była charakterystyczna sylwetka. Zobaczyliśmy gnoma. Wtedy wszyscy poczuliśmy strach. Jeden z kolegów tak się przeraził, że musieliśmy zawieźć go do szpitala. Ta sprawa to nie żarty. Od tamtego wieczoru ani ja, ani żaden z moich kolegów, którzy tam byli, nie wychodzimy z domu po zmroku.

Czy Argentyńczyk Jose Alvarez i Amerykanin Lloyd Deneau zdobyli dowody realnego istnienia niskorosłych nadnaturalnych istot znanych z legend opowiadanych na wszystkich kontynentach? A może są żartownisiami albo sami padli ofiarą szalbierstw? Tak jak w wielu innych tajemniczych przypadkach dopiero czas pokaże, czy ujawniono sensacyjne fakty, czy też z premedytacją wprowadzono w błąd opinię publiczną.

Brytyjczycy badają język obcej cywilizacji!

Brytyjczycy badają język obcej cywilizacji!

Poznajmy język kosmitów
(fot. Creative Commons/kevindooley)

Wiele osób z niecierpliwością oczekuje dnia, w którym nasze oczy ujrzą cywilizację pochodzącą z innego układu planetarnego. Niezależnie od zamiarów, jakie będą mieli "obcy" oraz ich progu rozwojowego, taka wizyta byłaby bardzo pożądana. Niewielu entuzjastów UFO zastanawia się jednak nad sposobem, w jaki będziemy ewentualnie komunikować się z kosmitami. Nie możemy przecież zakładać, że to oni będą uczyć się naszych języków. Tak też sobie pomyślał dr John Elliott z uniwersytetu w Leeds, który zainicjował rozwój programu, mającego na celu rozwiązanie ewentualnych problemów komunikacyjnych, na które możemy się natknąć.

Dziennik Daily Telegraph napisał, że pomysł naukowca opiera się na tworzeniu specjalnego programu komputerowego, który błyskawicznie będzie rozszyfrowywał strukturę mowy gości. Rozłożenie poszczególnych fraz czy zwrotów, których będą używać "obcy" powinno pomóc przynajmniej w zrozumieniu ich mowy. Program komputerowy mający nam ułatwić "dogadanie się" z przybyszami, oparty będzie głównie na bazie sześćdziesięciu istniejących języków, którymi komunikują się ludzie. Komputer wyposażony w takie oprogramowanie, w pierwszej kolejności dokona analizy porównawczej języka obcych z mową ludzką. Znalezienie wspólnego mianownika z naszymi językami byłoby już olbrzymim sukcesem.

Dr Elliott wierzy, że język którego używają "oni" musi mieć tak samo jak nasza mowa, jakiś logiczny porządek i spójną organizację. W innym wypadku byłby bezużyteczny, a jego istnienie byłoby nieuzasadnione. Oczywiście naukowiec zdaje sobie sprawę z tego, że ich kod językowy może być na tyle złożony, że program sobie z nim nie poradzi. Wówczas na pierwszym planie znajdzie się dążenie do wyodrębnienia form przypominających rzeczowniki i czasowniki, które są kluczowe przy tworzeniu zdania.

Na podstawie budowy poszczególnych form wypowiedzi, stosowanych przez obce cywilizacje w procesie mówienia, będziemy w stanie określić ich poziom rozwoju. Według badacza, im więcej słów będzie się znajdować w ramach jednej konstrukcji zdaniowej, tym wyższy będzie szczebel ewolucyjny kosmitów. Komunikaty, których będą używać, mogą stanowić coś, co przypomina stosowane przez człowieka języki bądź ich zmodyfikowaną kompozycję.

Istnieje jednak ryzyko, że nawet posiadanie skomplikowanej aplikacji komputerowej, będzie wymagało jakiegoś suplementu w postaci księgi kodów, która będzie wspomagać to, co stworzył dr Elliott. A i to nie gwarantuje sukcesu. Jednak jak słusznie zauważyło środowisko naukowe, najważniejsze jest to, że pierwsze kroki w odkrywaniu języka nieznanych cywilizacji spoza naszego układu, zostały już postawione

Wysyłają SMS-y w kosmos

Wysyłają SMS-y w kosmos

Za pośrednictwem witryny dla zakochanych możesz wysłać sms-a obcym cywilizacjom (fot. AFP)

Wśród miłośników UFO zapanowała nowa moda. Za pośrednictwem witryny sentforever.com wysyłają oni wiadomości tekstowe w kosmos, aby skontaktować się z innymi cywilizacjami.

Autorzy portalu "SentForever.com" zapewniają, iż wszystkie wiadomości wysyłane są drogą satelitarną i dlatego mogą wiecznie "podróżować" w przestrzeni kosmicznej. Oryginalnie, usługa miała służyć wszystkim nieszczęśliwie zakochanym, którzy mieli wysyłać swoje miłosne deklaracje w kosmos . Pomysł ten jednak spodobał się daleko bardziej tropicielom UFO i to przede wszystkim oni korzystają z usług brytyjskiej firmy.

Jeden z administratorów witryny, Chris Thomason, wyznał dziennikarzom The Sun:

- "Wielu naszych klientów wierzy, że nie jesteśmy sami. Wysyłają oni wiadomości ze słowami: "Jestem gotowy", bądź "Czekam na kontakt"."

Jeden z wysyłających wiadomości wielbicieli UFO zdradził dziennikarzom brytyjskiej gazety:

- "Wiem, że obcy istnieją i wiem gdzie są. Jednak rząd ukrywa przed nami prawdę".

UFO z epoki kamienia?

UFO z  epoki kamienia?

Latający sterowany przez pilota pojazd uwieczniony w XIV w. na fresku w kościele klasztoru w Desani w Kosowie (fot. mwmedia)

Podobno UFO, to nowe zjawisko obserwowane od lat czterdziestych XX-go w. Obraz ten burzą zapiski z dawnych kronik i najnowsze odkrycie pradawnego artefaktu, dokonane w Rosji.


Opisy Niezidentyfikowanych Obiektów Latających znajdują się w dawnych kronikach. Wg starojapońskich źródeł, 27 października 1180 r. nad górą w prowincji Kii oraz nad leżącą dalej na północnym wchodzie górą Fukuhara, przeleciał świecący obiekt, którego kształt porównano do glinianego dzbana. Lot ten był kontrolowany, obiekt nie mógł więc być meteorytem.

Tajemniczy artefakt z Zarajska zaprezentowany z trzech stron
(fot. mwmedia)


Później, w 1361 r., jakiś tajemniczy latający obiekt wyłonił się z jednego z jezior zachodniej Japonii. Świadkowie zeznali, że obserwowany, lecący w niebo obiekt, miał kształt bębna o średnicy ok. 10 m. Wiele tego rodzaju obserwacji odnotowano też w dawnej Europie. Z tamtych czasów pozostało sporo rycin i fresków przedstawiających tajemnicze latające obiekty przemieszczające się na niebie, takie jak przedstawione na XIV-wiecznym fresku w kościele klasztornym w Decani w Kosowie.

Wszystko to bardzo stare informacje o Niezidentyfikowanych Obiektach Latających. Jak jednak oceniać znalezisko pochodzące z epoki kamienia, sprzed nie mniej, niż 15 tys. lat? Czy jet to wyrzeźbione z mamuciej kości paleolityczne UFO?

Serwis informacyjny BBC przekazał na początku grudnia 2008 r. wieści o niezwykłym odkryciu dokonanym w okolicach miejscowości Zarajsk, 150 km na południowy wschód od Moskwy. Archeolodzy natrafili tam na narzędzia i rzeźby z epoki późnego paleolitu. Znaleziska mają nie mniej, niż 15 tys. lat – dokładne datowanie będzie możliwe dopiero po zakończeniu wielu prowadzonych obecnie analiz. Wśród przedmiotów znajduje się jeden niezidentyfikowany przez archeologów artefakt, który budzi zainteresowanie nie tylko uczonych, ale i ufologów. Zarajsk leży w regionie, gdzie już wcześniej, na stanowiskach Kostenki i Awdiejewo, odkrywano przedmioty z epoki kamiennej, z których najstarsze pochodziły sprzed ponad 30 tys. lat.

Zespół archeologów z Rosyjskiej Akademii Nauk, kierowany przez dr Hizri Amirchanowa i dr Siergieja Lewa, natrafił w Zarajsku na dwie figurki kobiet wyrzeźbione z kła mamuta – jedna ma ponad 17 cm wysokości, druga jest o połowę mniejsza. Natrafiono też na kawałki czerwonej ochry, rzeźbione w kości figurki zwierząt, między innymi, bizona. Znaleziono także kość z wyrytymi na niej nacięciami układającymi się w geometryczne wzory, być może jakimiś symbolami.

- Odkrycie to znacząco wzbogaca inwentarz przenośnych dzieł sztuki z epoki paleolitu i rozszerza nasza wiedzę o zasięgu tej kultury na wschodzie Europy - stwierdził dr Lew w wypowiedzi dla BBC. - Stanowisko archeologiczne w Zarajsku, pod względem wspaniałości i rozmaitości znalezisk, jest porównywalne z tak sławnymi miejscami, jak Kostenki i Awdiejewo. Szczególnie dotyczy to figurek typu “Wenus”, które znamy ze znalezisk od gór Hiszpanii aż po syberyjski Daleki Wschód.

Szczególne zaskoczenie uczonych wzbudził jednak odkryty w Zarajsku artefakt wyrzeźbiony z kła mamuta.

Ma on kształt ściętego stożka, jest pokryty zdobieniami, a w jego środku wykonano otwór.

- Ten przedmiot jest nieporównywalny z innymi paleolitycznymi artefaktami – stwierdził jego odkrywca, dr Lew. - Roboczo zakładamy, że ten stożek stanowi fragment łamigłówki z epoki kamiennej, zabawki rozwijającej logiczne myślenie.

Kształt rzeźby jest rzeczywiście zaskakujący. Uczeni przyznają, że dotąd nie mieli do czynienia z podobnymi przedmiotami pochodzącymi z ery lodu. Jednak tym osobom, które miały do czynienia z fotografiami przedstawiającymi Niezidentyfikowane Obiekty Latające, artefakt z Zarajska może jednoznacznie skojarzyć się z tym fenomenem. Czyżby rosyjscy archeolodzy odkryli w Zarajsku najstarsze przedstawienie UFO?

Epoka lotnictwa zaczęła się dopiero na przełomie XIX i XX w. Czy artefakt z Rosji, zapiski z japońskich kronik i kosowskie freski dowodzą, że UFO widywano na niebie od tysiącleci?

Jest blisko 40.000 planet, które mogą być zamieszkane przez obce cywilizacje Jest blisko 40.000 planet, które mogą być zamieszkane przez obce cywiliza

Jest blisko 40.000 planet, które mogą być zamieszkane przez obce  cywilizacje

Najprawdopodobniej inne cywilizacje są bardziej rozwinięte od nas (fot. AFP)

Naukowcy wyliczyli, iż 37.964 planety w naszej galaktyce są wystarczająco gościnne, aby stać się domem dla inteligentnych istot. Tak dokładne rachunki zawdzięczamy Duncanowi Forganowi, brytyjskiemu astrofizykowi, który stworzył specjalistyczne oprogramowanie komputerowe badające warunki możliwości istnienia życia na innych planetach.


Program dysponował danymi z około 330 znanych nam planet i na tej podstawie wyliczył, co jest niezbędne do wytworzenia warunków umożliwiających życie. Szacunkowe wyliczenia bazowały przede wszystkim na takich czynnikach jak temperatura, dostępność wody i niezbędnych do życia minerałów.

Duncan Forgan wierzy, iż kontakt z naszymi sąsiadami nastąpi nie później niż w przeciągu 400 lat. Jak przyznał dziennikarzom The Daily Telegraph, jest przekonany, iż: "Szacunkowo istnieje 361 inteligentnych cywilizacji w kosmosie. To oczywiście tylko te, które są cywilizacyjnie zbliżone do Ziemi, bo liczba planet, na których istnieje życie jest dużo większa."

Brytyjski naukowiec nie pozostawił nam żadnych złudzeń, co do możliwości zamieszkania innych planet: "Nie możemy liczyć na to, iż uda nam się podbić tamte, zamieszkane planety. Musimy pamiętać, iż większość planet, które do tej pory odkryliśmy, jest starsza od naszej. Dlatego też, żyjące na tych planetach istoty są z pewnością bardziej rozwinięte od nas".

Kręgi zbożowe / Piktogramy

Na całym świecie w łanach zbóż powstają przepiękne, a zarazem tajemnicze rysunki figur geometrycznych. Zaczęło się od pojedyńczych kręgów, a osiągnęło półtora kilometrowy rozmach. Kręgi zbożowe lub piktogramy - tak najczęściej się je nazywa, powstają najczęściej latem, czyli w sezonie zbożowym.

O robienie piktogramów najczęściej posądza się :

- UFO - teoria ta jest najbardziej prawdopodobna z trzech powodów. Po pierwsze, tuż przed pojawieniem się kręgów w zbożu, bardzo często widuje się dziwne, niezidentyfikowane obiekty latające nad polami uprawnymi. Po drugie, nauka jak dotąd nie popisała się zadowalającą teorią, która wyjaśniłaby niespodziewane pojawianie się w łanach zbóż, ogromnych i skomplikowanych figur.

- kręgi tworzy to "coś" (kule widywane nad polami, które nieprzypominają NOLI lecz jakieś "siły"/"enegie", które latają nad polami);

- w pewnym procencie kręgi tworzą także ludzie (proste wzory) ... lecz - czy człowiek z deseczką robi także właściwości kręgów ? (połamane kolanka, w których brak wody) - chodzą i łamią każdy kłos ? (powodzenia!) i zaburzenia elektro-magnetyczne ... ?

Jak wyjaśnić powstanie kręgu koła w ciągu zaledwie KILKU SEKUND w Wylatowie (zgranie powstania kręgu z zaburzeniem/wył. czujników) ?

Przez pewien czas, o robienie piktogramów podejrzewano studentów którzy dla zabawy udawali się nocą na pola i wygniatali co się da. Dowcipni wygniatacze wprawdzie potrafią stworzyć imponujące wzory, ale daleko im do podrobienia oryginałów. Istnieją bowiem kręgi, których nie sposób zrobić ludzkimi siłami. A skoro nie ludzkimi to pozostają tylko siły nadprzyrodzone. W piktogramach tych zboże lub inne rośliny zawirowane są na różnych poziomach nad glebą. Łodygi roślin są splecione lub zgięte pod identycznym kątem, źdźbła nie są załamane, a każde ziarenko tkwi w kłosie. Ponadto struktura roślin jest nienaruszona, a sama roślina wygląda na krzywą z natury. Żniwa nie niweczą autentycznych kręgów: w kolejnych latach zboże nie rośnie już normalnie.

Przykłady kręgów zbożowych:
Dołączona grafika

Dołączona grafika

3 lipiec 2005 - Alton Priors, Wiltshire:
Dołączona grafika

Dołączona grafika
(część centralna tego kręgu [ widać ludzi itd.] - niezły kolos!

Są także relacje o piktogramach w ... np. śniegu, piasku ...

Piaskowy piktogram:
Dołączona grafika

Kronika powstawania piktogramów:

- Pierwsze opisy i ryciny kręgów pochodzą z XIV wieku. Nazywano je "pędzącym szatanem".

- W latach 30. XX wieku w Anglii udokumentowano pierwszy pierwszy przypadek piktogramu.

- W 1972 roku w Warminister (Anglia) zrobiono pierwsze zdjęcie kręgu.

- Pierwszy przypadek "inteligentnego' przekazu w roku 1981. Figura z Cheesfood Head przedstawia trzy symetryczne koła, z których dwa są o połowę mniejsze od głównego i leżą dokładnie na osi północ południe.

- W 1983 roku powstała pierwsza figura złożona z pięciu elementów.

- Rok 1988: powstały setki złożonych piktogramów na całym świecie. Jeden z nich emitował dźwięk o częstotliwości 5,2 kHz. Analiza przeprowadzona przez NSA wykluczyła naturalne pochodzenie dźwięku.

- Rok 1988: piktogram w Corhampton zawierał koła, których płaszczyzny utworzone były przez siedem pierścieni i 48 szprych. Efekt, ten uzyskany dzięki różnym kątom zagięcia łodyg, uznano za niemożliwy do podrobienia. Profesor astronomii Gerard Hawkinc poprzez analizy matematyczne wymiarów rysunku doszedł do wnioski, że jest on graficznym przedstawieniem nuty "la" w trzeciej oktawie fortepianu.

- W 1992 roku w hrabstwie Hampshire pojawił się znak, w którym archeolodzy rozpoznali babiloński symbol "życzliwi w latającej arce". W tym samym roku pojawił się pierwszy piktogram w Polsce: trzy kręgi w trawie w miejscowości Podwilk.

- W 1995 roku piktogram powstały w Hampshire przedstawiał schematycznie planety Układu Słonecznego w ustawieniu. jakie będzie miało miejsce w sierpniu 2003 roku. Orbita Ziemi jest na nim pusta... Od lat 70. XX wieku do dzisiaj zarejestrowano około 10 tysięcy piktogramów. W Polsce około 40 (w tym w miejscowości Wylatowo od lata 2000 co rok w tym samym miejscu). W sezonie letnim w Anglii piktogramy pojawiają się średnio raz na tydzień.

Hotele, w których straszy

Hotele, w których straszy

Na zjawę można się natknąć w miejscach, które mają długą historię i gdzie trafiało wielu ludzi. (fot. sxc.hu)

Na zjawę można się natknąć w miejscach, które mają długą historię i gdzie trafiało wielu ludzi. Szczególną kategorię stanowią tu hotele. Podobno wiele z nich jest nawiedzonych.



Brytyjska lokalna gazeta Grantham Journal opublikowała 8 stycznia 2009 r. niezwykłe zdjęcia wykonane przez turystów w miejscowym hotelu oraz relację tych ludzi na temat wydarzeń, których stali się świadkami. W pierwszych dniach stycznia w Royal Hotel w Grantham zamieszkała rodzina Lumbów. Pochodzący z miejscowości Gillingham w hrabstwie Kent Jonathan i Leanne Lumb, wraz ze swą małą córeczką Erin, założyli, że miło spędzą czas w miejscu naznaczonym klimatem historii. Jednak to, co przeżyli w Royal Hotel oraz tamtejsze “klimaty”, znacząco odbiegały od tego, czego Lumbowie oczekiwali. Dowody, iż wszystko to nie jest złudzeniem, rodzina Brytyjczyków znalazła na wykonanych przez siebie fotografiach.

Jedno z serii zdjęć wykonanych w Royal Hotel przez Leanne Lumb. Mężczyzna na fotografiach to jej mąż Jonathan. (fot. mwmedia)


- Leanne zrobiła kilka zdjęć, aby zachować nasze wrażenia, pokazać jak miłym miejscem jest Royal Hotel – wyjaśniał Jonathan Lumb dziennikarzowi Grantham Journal. - Na tych zdjęciach jednak odkryliśmy tuziny anomalii. Widoczne na tych fotografiach formy, jakby kule energii, znane są badaczom zjawisk paranormalnych. Określa się je pojęciem “orb”, jedni widzą w nich dusze zmarłych ludzi, inni małe energetyczne UFO. Postawiono też inne hipotezy na temat tych form niewidzialnych dla ludzkiego oka, widocznych dopiero na zdjęciu lub filmie.

- Czułem się dobrze w tych wnętrzach – relacjonuje Jonathan Lumb – jednak Leanne była niespokojna. Chciała, aby na noc zostawić włączone światło. Spała źle, mówiła, że ma wrażenie, jakby ktoś ją stale obserwował. Ja i nasza córeczka mieliśmy twardy sen i dobrze się czuliśmy. Najpierw nie rozumiałem o co mojej żonie chodzi, ale gdy zobaczyłem te formy na zdjęciach, natychmiast Leanne usprawiedliwiłem.


Z czym rodzina Lumbów się zetknęła? Wierzą oni, że mieli do czynienia z duchem, który nawiedza pomieszczenia, w których mieszkali przez kilka dni. Obsługa Royal Hotel twierdzi jednak, że nic jej nie wiadomo o tym, by miejsce ich pracy było nawiedzone. Inaczej, bardziej dosłownie, przebiegło spotkanie ludzi z lokalnym duchem w hotelu Decebal.

Agencja informacyjna WENN podała w połowie lutego 2009 r., że grupa turystów w hotelu Decebal w górskiej miejscowości Baile Herculane położonej w rumuńskich Karpatach, stanęła oko w oko z miejscową zjawą. Turyści nie tylko zobaczyli ducha, ale go nawet sfotografowali.

Zabudowania hotelu Decebal liczą 150 lat, jednak zjawa ma być daleko starsza. W jaskini, która podobno znajduje się pod fundamentami, ma być ukryty skarb pochodzący jeszcze z czasów, gdy ten region podbili starożytni Rzymianie. Właśnie z tamtej epoki pochodzić ma także Biała Dama. Jest to zjawa kobiety w białej sukni krążąca nocami po hotelowych korytarzach, która strzeże rzymskiego skarbu.

Hotel Decebal i brytyjski Royal Hotel, to przykłady, które dobrze mieć w pamięci. Bo przecież gdy szuka się noclegu w obcym mieście warto wiedzieć, czy najbliższy hotel nie jest czasem bramą do zaświatów.

Katastrofa UFO w Korei

Katastrofa UFO w Korei

Jedno ze zdjęć mających przedstawiać wrak UFO (fot. mwmedia)

Serwis informacyjny All News Web doniósł w maju 2009 r. o tajemniczym zajściu, do którego miało dojść miesiąc wcześniej na obszarze prowincji Gyeongsang w Korei Południowej.


W połowie kwietnia 2009 r. grupa robotników rolnych pracujących na polu zauważyła jakiś obiekt spadający na ziemię. Ludzie ci najpierw pomyśleli, że to helikopter, który ma jakieś problemu techniczne. Potem z miejsca, gdzie opadł pojazd, dobiegł huk eksplozji i w niebo wzbiły się płomienie.

Rolnicy pobiegli na miejsce katastrofy i stwierdzili, że płomienie zgasły, a obiekt, który leży na ziemi nie przypomina wyglądem ani helikoptera, ani samolotu.

Po kilkudziesięciu minutach nadleciały wojskowe helikoptery, a teren otoczyła policja. Nie wiadomo, co stało się z domniemanym UFO.

Podobno pewne jest tylko, że po kilku godzinach zdjęto blokadę policyjną, a na miejscu katastrofy pozostał jej ślad: krąg wypalony w trawach.

Południowokoreańscy ufolodzy zakładają, że wbrew złożnemu w tej sprawie oświadczeniu władz, obiekt nie był meteorytem tylko pojazdem latającym nieznanego pochodzenia. Według wielu badaczy, na ugorach prowincji Gyeongsang doszło do katastrofy UFO.

Bardziej stonowane środowiska mówią, że być może doszło do zniszczenia jakiegoś tajnego pojazdu wojskowego, którego napęd stanowi nowatorska technologia. Jak zwykle w przypadkach domniemanych katastrof UFO, brak jednoznacznego wyjaśnienia zajścia.

Prom Discovery uciekł przed UFO?

Prom  Discovery uciekł przed UFO?

Eksperci nie zdołali ustalić, czym jest tajemniczy obiekt. (fot. NASA)

Załoga amerykańskiego promu kosmicznego Discovery uruchomiła w czwartek silniki korekcyjne, by usunąć się z drogi podejrzanego orbitującego obiektu i uniknąć zderzenia z nim.

Na polecenie kontroli naziemnej silniki włączono około godziny 18 czasu polskiego.

Według przedstawicieli Państwowej Agencji Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej (NASA), swobodnie orbitujący przedmiot najprawdopodobniej oddzielił się od Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) lub zacumowanego przy niej wahadłowca podczas sobotniego wyjścia astronautów w otwartą przestrzeń kosmiczną. Eksperci nie zdołali ustalić, czym jest tajemniczy obiekt.

Planowane na czwartek lądowanie Discovery na Florydzie może nie dojść do skutku z powodu występujących tam burz. W takim przypadku NASA rozważyłaby w piątek możliwość skorzystania z alternatywnego lądowiska w Kalifornii.

Wahadłowiec, który wyniósł na orbitę transport zaopatrzenia, był zacumowany przy ISS ponad tydzień.

Wiecznie żywa klątwa mumii

Wiecznie żywa klątwa mumii

Złota maska Tutenchamona odkryta w grobowcu tego faraona (fot. mwmedia)

XXI wiek, stulecie wyrafinowanych technologii, rozkwita. Okazuje się jednak, że pomimo radykalnych zmian kulturowych dawne moce wciąż dają o sobie znać. Klątwy, podobno, nadal chronią mumie starożytnych Egipcjan.


Słynna legenda o klątwie faraona zrodziła się w 1922 r., gdy ekipa Cartera finasowana przez lorda Carnarvona odkryła grobowiec faraona Tutenchamona w Dolinie Królów w Egipcie. Podobno badacze natrafili w grobowcu na inskrypcję mówiącą, iż śmierć dosięgnie każdego, kto zakłóci spokój mumii egipskiego władcy. Klątwa ta - jeszcze raz "podobno" - uderzyła w członków ekspedycji Cartera. Umierali oni kolejno w trudnych do wyjaśnienia okolicznościach.

Eksperci rozmaitych gałęzi nauki próbowali ustalić, ile jest prawdy w tym, co przekazuje czarna legenda i postawili na ten temat różne hipotezy. Brak jednak pewności, czy klątwa faktycznie zachodzi. Wiele nowych przypadków wskazywać ma jednak, że w przypadku "klątwy mumii" jest coś na rzeczy.

Dowodzić ma tego choćby najnowszy przypadek działania klątwy rzuconej przez starożytnych Egipcjan. Tutenchamon spoczywa w kairskim muzeum i od dawna nikogo nie krzywdzi, podobno jednak doczekał się następcy.


Jak podały agencje informacyjne, zachowujący anonimowość obywatel Niemiec przekazał pracownikom ambasady Egiptu w Berlinie fragment starożytnej egipskiej rzeźby. W liście załączonym do przedmiotu człowiek ten zawarł oświadczenie, że to dzieło sztuki w 2004 r. ukradł w Egipcie jego ojczym i przemycił je do Niemiec. Po tym czynie ojczym zapadł na zdrowiu - najpierw miał paraliż, potem niewytłumaczalne ataki nudności i gorączki, wreszcie lekarze rozpoznali chorobę nowotworową. Ojczym zmarł, przed śmiercią jednak złożył oświadczenie, że padł ofiarą klątwy faraonów.

Informacja o tej sprawie "przeciekł" z ambasady egipskiej do mediów. Podobno pracownicy ambasady przesłali tajemniczy przedmiot do Kairu, aby eksperci ustalili jego faktyczny wiek oraz pochodzenie. Przy tej okazji klątwa ma "odkleić się" od krewnych rabusia.

Co istotne, klątwa mumii z Niemiec, to nie jedyny taki przypadek z ostatnich lat. Nie dalej jak w 2001 r. we Włoszech także miała dać o sobie znać magia dawnych Egipcjan.


W Muzeum Egipskim w Turynie eksponowana jest mumia nazwana "mumią faraona Ini". W marcu 2001 r. w najbliższym sąsiedztwie tej właśnie mumii miało miejsce wiele niewytłumaczalnych incydentów.

Pierwszymi ofiarami było dwoje nastolatków z Como. Podziwiali oni mumię Iniego, gdy nagle doznali zawrotów głowy i ataku gorączki. Miesiąc później w tym samym miejscu zaobserwowano podobne objawy u trzech 8-letnich dziewczynek. Dzieci odwieziono do szpitala, ale nie ustalono racjonalnej przyczyny zapadnięcia na zdrowiu. Po raz kolejny klątwa uderzyła 16 stycznia 2002 r. w inne trzy 8-latki. Dziewczynki poczuły silne zawroty głowy, a jedna z nich straciła przytomność. Przypadek ten znów wywołał zdumienie lekarzy i zaniepokoił pracowników muzeum.

Również turyńska policja próbowała wyjaśnić tę czarną serię, jednak bez skutku. Co istotne, po tych kilku zajściach klątwa jakby przeminęła. Niektórzy badacze paranormaliów sugerowali, że mumia faraona Ini zaznała ukojenia. Czy podobnie będzie z klątwą mumii zrabowanej przez Niemca, czas pokaże.

Wykazano istnienie 57 gatunków Obcych

Wykazano istnienie 57 gatunków Obcych

Zdrowy rozsądek podpowiada nam, że nie jesteśmy sami we wszechświecie. (fot. Jupiterimages)

Zdrowy rozsądek podpowiada nam, że nie jesteśmy sami we wszechświecie. Głośno nie boją się o tym mówić autorytety ze świata nauki i kultury. Podczas spotkania studentów Politechniki Gdańskiej ze Stephenem K. Robinsonem, które niedawno relacjonowaliśmy, naukowiec, który brał udział w czterech misjach kosmicznych powiedział, że "kosmos jest zbyt wielki na to, żeby wypełniała go tylko pustka". Ten sam zdrowy rozsądek każe wielu nam negować kolejne sygnały, które mogłyby świadczyć o tym, że jesteśmy regularnie nawiedzami przez przedstawicieli obcych cywilizacji. Właśnie - gdyby wierzyć w prawdziwość kolejnych doniesień, to okazałoby się, że dotąd odwiedzili nas reprezentanci 57 różnych pozaziemskich gatunków. Ba. Niektórzy z nich wciąż są wśród nas.


W ramach projektu "The Disclosure" - organizacji, której szefostwo twierdzi, że amerykański rząd ukrywa informacje na temat Niezidentyfikowanych Obiektów Latających, udało się "udokumentować" istnienie 57 gatunków obcych. 22 z nich to podgatunki tzw. "szarych" - kosmitów, którzy zgodnie z relacjami świadków najczęściej odpowiadają za uprowadzenia ludzi. Nie wszyscy o tym wiedzą, ale większość z nich ma nawet swoje nazwy. Wśród przedstawicieli obcych cywilizacji, którzy rzekomo prowadzą cały czas swoje operacje na Ziemi znajdują się m.in.: Agartianie, Atlantowie, Marsjanie, Serpentowie, Solarianie czy Syntetyczni (występują różne tłumaczenia tych nazw).

Oczywiście w rewelacje organizacji "The Disclosure", na czele której stoi Steven M. Greer - amerykański lekarz, najtrudniej będzie uwierzyć osobom, które w ogóle sceptycznie zapatrują się na kwestie istnienia pozaziemskich cywilizacji. Zwłaszcza, że do każdej z ras, których istnienie postuluje organizacja "The Disclosure" można przyporządkować szereg dokumentów, w których znajduje się ich charakterystyka. Wiele z tych opisów może

Np. Agartianie to ludzie rasy nordyckiej, którzy odkryli jamę ukrytą pod powierzchnią pustyni Gobi na kilka tysięcy lat przed Chrystusem; a Solarianie to mieszkańcy Układu Słonecznego, którzy odpowiadają za budowę podziemnych baz na niektórych planetach wokół Słońca.

Serwis unexplaiable.net przypomina, że wiele z tych informacji i dokumentów opartych jest na relacjach ustnych. Trudno jest zatem wyrokować na temat ich wiarygodności.

Tajemniczy przedmiot na Marsie! Co przedstawia zdjęcie NASA?

Tajemniczy przedmiot na Marsie! Co przedstawia zdjęcie NASA?

Czym jest tajemniczy obiekt znaleziony na powierzchni Czerwonej Planety? (fot. NASA)

Podczas realizowanego przez NASA programu naukowego Mars Exploration Program, łazik Spirit wykonał szereg badań geologicznej struktury Czerwonej Planety. Wykonane podczas programu zdjęcia są dostępne na witrynie amerykańskiej agencji kosmicznej. Większość z nich zadziwia swoją szczegółowością, pokazując niesamowicie zróżnicowaną strukturę czwartej planety Układu Słonecznego.


Są jednak tacy, którzy na zdjęciach udostępnianych przez NASA widzą nie tylko piękno Czerwonej Planety. Poszukując śladów pozaziemskiego życia, zdają się oni dostrzegać dużo więcej niż reszta. Dlatego też, na zdjęciach amerykańskiej agencji kosmicznej doszukują się m. in. pozostałości po katastrofie UFO.

Fragment zdjęcia przedstawiający obszar zwany Troją (fot. NASA)


Przedstawione tu zdjęcia wykonane zostały na przełomie 14 maja i 20 czerwca 2009 roku, w formacji skalnej, którą Amerykanie nazwali "Troją". Nie wiadomo, co tak naprawdę przedstawiają, a opinie wielu ekspertów mnożą jedynie i tak już liczne wątpliwości.

Powiększenie przedstawionego powyżej fragmentu (fot. NASA)


Czym jest tajemniczy obiekt znaleziony na powierzchni Czerwonej Planety? Może to tylko nietypowa formacja skalna, jakiś przedziwny układ kamieni? Może pozostałość po jednym z amerykańskich programów naukowych? Czy może też... faktycznie jest to "coś" pozaziemskiego pochodzenia?

Hartwig Hausdorf, wypowiadający się dla jednej z niemieckich gazet w charakterze eksperta, mówi: "Mogę sobie wyobrazić, że Mars był kiedyś zamieszkany. Ostatnie doniesienia z Marsa mówią o obecności wody, która jest przecież kluczowym czynnikiem do tego, aby życie mogło zaistnieć."

Zachowując zdrowy rozsądek i dystansując się od tego typu opinii, oddajemy Wam pod ocenę to, czym jest tajemniczy obiekt. Jeśli potrzebujecie zdjęć w wyższej rozdzielczości, to możecie je pobrać bezpośrednio z witryny NASA.

Tajemnicze zjawiska na niebie!


Czy ktoś nas oszukuje? Tajemnicze zjawiska na niebie!



Przedziwne zjawisko miało miejsce wczoraj w Norwegii. Mieszkańcy północnej części kraju byli świadkami widowiska, w czasie którego przez kilka minut dostrzec można było na niebie przedziwną grę świateł. Tamtejszy służby odebrały mnóstwo telefonów od zaniepokojonych mieszkańców, którzy twierdzili, że rozciągające się na niebie światła na pewno nie były zasługą fenomenu meteorologicznego. Wykluczyli też, by była to zorza. To nie pierwszy w ostatnim czasie przypadek, kiedy na europejskim niebie pojawia się dziwne i trudne do zidentyfikowania zjawisko.

Film




Temat przedziwnego światła, jakie pojawiło się wczoraj na północy kraju był w Norwegii tematem numer jeden. Tamtejsze media opierając się na głosach ekspertów natychmiast zasugerowały, że zaobserwowane na niebie jaskrawe światła, widoczne w promieniu setek kilometrów były efektem działań prowadzonych przez rosyjską armię na Morzu Białym. Rosjanie prawdopodobnie wystrzelili z okrętu rakietę "Buława" nad która utracili kontrolę. Zdaniem Norwegów wydarzenia z wczoraj dziwnie zbiegły się w czasie z mającą nastąpić dziś wizytą prezydenta USA Baracka Obamy, który w Oslo odbierze Pokojową Nagrodę Nobla.





o co wydarzyło się w Norwegii może niepokoić. Tym bardziej, że dziwaczne zjawiska o nieznanym rodowodzie, coraz częściej zaczynają zaskakiwać mieszkańców Europy i nie tylko. W październiku informowaliśmy o nietypowej chmurze, która pojawiła się nad Moskwą. W stolicy Rosji, na spowitym chmurami niebie ukształtował się w pewnym momencie jasny okrąg, kontrastujący z pozostałą częścią nieba. Kiedy w Internecie pojawił się film dokumentujący ten niezwykły fenomen, na wielu forach rozpoczęła się gorąca dyskusja. Internauci nie byli zgodni w opiniach, co tak naprawdę widać było na klipie. Nie brakowało komentarzy obracających się wokół teorii spiskowych. Zdaniem niektórych, idealnie okrągły obłok był efektem prac prowadzonych nad nowymi rodzajami broni. Według innych, miał to być symbol zwiastujący apokalipsę, która ma nadejść w 2012 r. Komentarza w tamtej sprawie odmówiło wielu specjalistów.

Film




Również w październiku, poza moskwianami dziwną chmurę zobaczyli mieszkańcy Rumunii. Choć meteorolodzy zapewniali, że za chmurę nad Rumunią odpowiada tzw. zjawisko magnetooptyczne wywołane przez warunki pogodowe, to wiele osób nie zgodziło się z takim sposobem wyjaśnienia sprawy. Ludzie zafascynowani fenomenem stwierdzili, że nie można w sposób racjonalny wyjaśnić częstotliwości, z jaką podobne okręgi zaczęły się pojawiać nad różnymi częściami Europy.





Nie jest tajemnicą, że w tej chwili prowadzonych jest wiele programów, w ramach których władze lub wojsko oddziałują na niebo. Wystarczy wspomnieć o programie HAARP polegającym na tym, że amerykańscy wojskowi za pomocą różnych czynników wpływają na jonosferę, badając w ten sposób ich wpływ na tę warstwę atmosfery. Tak jak w wielu podobnych przypadkach, pojawiły się teorie spiskowe sugerujące, że pod przykrywką badań zgłębiających wpływ różnych źródeł promieniowania na jonosferę, amerykańskie wojsko testuje nowe rodzaje broni, w tym broń elektromagnetyczną, która na niewielkiej przestrzeni potrafi skupić energię elektromagnetyczną. Według innej z teorii, HAARP to niebezpieczna broń odpowiedzialna za kataklizmy pojawiające się w różnych zakątkach świata.

Film



Na różne eksperymenty polegające na ingerencji w naturę pozwalają sobie też władze Chin, które zasłynęły niedawno z ostrzeliwania chmur rakietami z jodkiem srebra doprowadzając w ten sposób do opadów śniegu. Wywołując sztuczne opady śniegu, Chiny próbowały walczyć ze skutkami suszy.

W pogodę ingerować zamierza też Mer Moskwy. Jurij Łużkow chce wykorzystać technologię tzw. zasiewania chmur i sprawić, by w Moskwie przez cały rok świeciło Słońce. Metoda służąca do zapewnienia słonecznej pogody była dotychczas wykorzystywana w wyjątkowych sytuacjach, np. podczas uroczystości towarzyszących obchodom zakończenia II wojny światowej. Włodarz chce teraz korzystać z tego rozwiązania na co dzień.

Oczywiście wszystkim tym próbom, badaniom i eksperymentom towarzyszy niedoinformowanie. Ludzie z reguły są tylko świadkami pośrednich lub bezpośrednich skutków działań prowadzonych przez różnorodne służby, a to sprzyja spekulacjom i powstawaniu kolejnych teorii spiskowych.

Strefa 51

Area 51 to najbardziej strzeżony obszar w Stanach Zjednoczonych. Według wojska ten potężny obszar na pustyni Nevada w ogóle nie istnieje. Świadkowie mówią że to tam właśnie ląduje UFO i to tam został podpisany traktat o krrl i porozumienie z obcymi. Obserwować Strefę można jedynie ze wzgórz Freedom do których dojechać można autostradą 303 nazywaną "autostradą pozaziemską". Wzdłuż granic Strefy 51 ustawione są tabliczki informujące o tym że wejście grozi śmiercią lub grzywną wysokości 6.000 dolarów. Wejście na Area 51 grozi śmiercią ze względu na "bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych" Area 51 ma również pas startowy długości 9,2 km. i jest to najdłuższy pas startowy na Świecie. Ciekawe jest to że nawet pasażerski Boening737 potrzebuje ok. 3 – 4 km. Pasa. Są ludzie którzy twierdzą że testowany jest tam nowoczesny samolot szpiegowski o nazwie SR-92 AURORA. Jest to samolot osiągający prędkość 5,5 maxymalną, wysokość ponad 60.000 metrów. Jest niewykrywalny dla radaru , podczerwieni i nadfioletu. Kompleks budynków biegnących wzdłuż pasa odpowiada wielkości niewielkiego miasta. Specjalne jednostki policji wojskowej ( Military Police ) patrolują w dzień i w noc strefę wielkości połowy pustyni Nevada. Oficjalna mapa kończy się około 190 km na półnoy zachód od Las Vegas na pustyni Nevada. Mimo że znajduje się tu wiele dróg, przęłęczy, bunkrów, które nie są zaznaczone na żadnej mapie tak jakby na tym obszarze nic się nie znajdowało.

Teren wojskowy. Wejście grozi śmiercią ostrzegają znaki. Wstęp na ten obszar jest całkowicie zabroniony, a przestrzeń powietrzna nad jest najbardziej chronioną w całych Stanach Zjednoczonych. Mowa o terenie Sił Powietrznych Nellis i Bazie Prób Jądrowych częściej zwanych jako "Area 51".Strefa została założona w 1957 roku i funkcjonuje jako tajna baza, w której Zakłady Lotnicze Lockhead udoskonalały samoloty szpiegowskie dla potrzeb CIA. Do dzisiaj testuje się tu najnowocześniejsze amerykańskie uzbrojenie, między innymi przeprowadzono tu próby z bombowcem Stealth. Strefa 51 od zawsze okryta była tajemnicą. Amerykańskie Siły Powietrzne potwierdziły jej istnienie dopiero w 1994 roku. Na podstawie niedawno ujawnionych, dowodów, wydaje się jednak, że ani technologia ani technicy nie są pochodzenia amerykańskiego lecz pozaziemskiego. Od kiedy powstała Area51 obserwowano tam dziwnie wyglądające obiekty latające. Relacje świadków były wyszydzone przez władze, które zaprzeczały, jakoby takie zdarzenia miały kiedykolwiek miejsce. Rząd znalazł się jednak w niezręcznej sytuacji, kiedy jeden z pracowników bazy potwierdził fakty pojawiania się ufo nad Srefą51, a także poinformował, że siły powietrzne Stanów Zjednoczonych korzystały z osiągnięć kosmitów. Robet Bob Lazar, naukowiec, który pracował w Strefie 51 przez 5 miesięcy od grudnia 1988 roku, wystąpił z tymi informacjami w w telewizji maju 1989 roku. Ujawnił, że rząd amerykański przeprowadzał badania na dziewięciu pozaziemskich pojazdach kosmicznych i starał się wykorzystać obcą myśl techniczną. Lazar wystąpił pod pseudonimem "Dennis" , filmowano go w cieniu, a jego głos został zniekształcony. Wszystkie te środki bezpieczeństwa podjęto z powodu pogróżek, jakie otrzymali on i jego żona.

Dziwny światło w rogu. Wygląda to na jakiś wybuch lecz dokładnie niewiadomo co to mogło być.

Te zabiegi nie na wiele się jednak zdały. Po wywiadzie nie tylko wzrosła ilość pogróżek , ale ktoś ostrzelał samochód Lazara. Aby zapobiec kolejnym wypadkom, w listopadzie Lazar ujawnił się. Tym razem opisał ściśle tajny ośrodek S4, znajdujący się nad jeziorem Papoose znajdujący się na obszarze Strefy 51, w którym składowano pozaziemskie pojazdy. Opowiedział on także w jaki sposób został zatrudniony w zespole 22 inżynierów, którzy mieli za zadanie rozpracować sposób działania systemu napędowego statków. Lazar twierdził, że S4 było pozaziemskim kompleksem, który zajmował się całe pasmo górskie. Na początku myślał że styka się z wysoce zaawansowaną technologią ludzką , ale kiedy znalazł się we wnętrzu jednego z pojazdów przekonał się, że jego kształt i wymiary nie mogły być stworzone przez człowieka. Nie było śladu jakichkolwiek złączeń czy spawów, nie było widać żadnych śrub ani nitów mówił Lazar. Wszystko miało miękki i okrągły brzeg, jakby było zrobione z wosku, na chwilę podgrzane, a potem ostudzone. Były tam iluminatory, łuki i malutkie krzesła wystające niewiele więcej niż 30 cm nad podłogę. Sam mechanizm napędowy był wielkości piłki baseballowej i promieniował polem antygrawitacyjnym przez pustą kolumnę, która przebiegała pionowo przez środek statku. Jego podejrzenia stwierdzała dostępna dokumentacja. Zawierała ona zdumiewająca ilość informacji na temat Ufo, wśród których znajdowały się zdjęcia sekcji zwłok małych szarych istot o dużych głowach. Wedłog dokumentów pochodzili oni z systemu gwiezdnego Zeta Reticuli. Lazar napotkał też wzmianki o wypadku w 1979 roku, kiedy to obcy zabili naukowców i funkcjonariuszy na terenie bazy. Wszystko to sprawiło, że Lazar nie miał już wątpliwości, że pracował nad pozaziemskimi statkami, wytworzonymi przez pozaziemską inteligencję z pozaziemskich materiałów.

Lazar kategorycznie nie twierdził, że widział kosmitów na terenie S4.Nie mniej jednak to co widział było dziwne. Przechodząc przez pokój, zauważył kątem oka dwóch męższczyzn ubranych w białe fartuchy spoglądających w dół i rozmawiających z czymś małym o długich rękach. Tylko mi mignęli. Naprawdę nie mam pojęcia co to mogło być mówi Lazar. Opowieści tego człowieka są nieprawdopodobne. ale czy mówił on prawdę ja uważam, że tak. Czy był on wstanie wykorzystać stereotypy o Ufo, latających talerzach i małych szarych ludzików dla potrzeb swoich opowieści? A może jego opowieść jest ich potwierdzeniem. Opowiadania Lazara sączymś wyjątkowym. Według G.Knappa, dziennikarza, który przeprowadzał wywiad z Lazarem, ponad 12 osób potwierdziło jego wersję. Knapp posiada nagrania video z człowiekiem, który kierował kilkoma wielkimi programami wojskowymi w Nellis. Twierdził on, że władze były w posiadaniu obcych maszyn i samych obcych od lat 60.Kaseta ta jednak zostanie wyemitowana po jego śmierci. Żaden z pozostałych świadków nie chce ujawnić swoich danych obawiając się konsekwencji. Inni dzienikarze, którzy chcieli również zając się tematem Strefy 51, napotkali taką samą ścianę srachu.

Jeden z byłych inżynierów, który widział obcy pojazd, sam zgodził się na wystąpienie w telewizji. Kiedy zobaczył że jego dom bez przerwy obserwują mężczyźni w czarnych garniturach, zrezygnował z nabrania. Przed kamerą Lazar sprawia wrażenie spokojnego człowieka. Nie podaje się za eksperta w dziedzinach, na których się zna. Zawsze mówi to samo, co jest rzadkością wśród fałszywych świadków. Powody dla których Lazar ujawnił informacje o strefie 51, są także niejasne. Mówi, że uczynił to, bo uważał, że ukrywanie takich dowodów urągało nauce i obywatelom amerykańskim jednak jego rysunki przedstawiające obce statki kosmiczne zostały sprzedane w formie modelu, tak jak i prawa autorskie do jego opowieści, na podstawie której powstał film. Od tego czasu pojawiło się wiele nowych dokumentów. W 1995 roku w niemieckiej wytwórni filmowej powstał film zatytułowany "Tajemnice Czarnego Świata", który zawierał dalsze dowody potwierdzające opowieści Lazara. Film zawiera wypowiedzi kilku świadków, którzy twierdzą, że coś się dzieje w Strefie 51.Nario Hayakawa z Telewizji Nippon czekał całą noc by uchwycić cień obiektu wznoszącego się ponad Strefą 51.Zarejestrował promieniujące światło ponad górami i widział jak ślizgało się ono na niebie. Analiza filmu wykonana przez specjalistyczne komputery potwierdziła wnioski jakie przedstawił Hayakawa-sfilmowany obiekt z pewnością nie był konwencjonalnym samolotem.

Po lewej: Dokładny widok przedstawiający obszar 51 oraz jezioro Grom.

Wiele innych filmów pokazywało nie więcej to samo-jasny obiekt, który skakał po niebie z niewiarygodną prędkością, wykonując trudne do wyobrażenia manewry. Jeden z takich obiektów zbliżył się do ekipy telewizji NBC. Po powrocie stwierdzono u nich poparzenia popromienne. Ktoś inny rzekomo dostał się do środka bazy S4 i sfilmował pokój pełen pojemników, w których przechowywano zwłoki obcych. A jednak coś się na pewno dzieje daleko w głębi pustyni Nevada. W Strefie 51 powstało conajmniej osiem tzw." Czarnych Programów", twierdzi Jim Goodall, pisarz zajmujący się tematyką lotnictwa. Czarne Programy to super tajne przedsięwzięcia rządowe takie jak np. Bombowiec Stealth, które rocznie pochłaniają podobno 35 miliardów dolarów. Dotyczy to to między innymi bezzałogowych sond, których prędkość i możliwości manewrowe mogą łatwe zamulić laików. Goodall twierdzi, że to nie wszystko. Statki, o których mówi się , są ciche i niewiarygodnie szybkie, tak jak ten, który wyleciał ze Strefy 51 i został później namierzony przez Federalne Centrum Administracji Powietrznej, gdy rozwinął prędkość ponad 16000 km/godz. która okazała się 13-krotnie przekraczającą prędkość dzwięku. Goodall twierdzi, że takie prędkości nie są osiągalne przy zastosowaniu ziemskich technologii. Jeden z byłych pracowników Lockhead, pytany przez Goodalla powiedział: Nad pustynią Nevada latają takie rzeczy, o których George Lucas nawet nie śnił

ONI przychodzą nocą

Oni


Stają przy łóżku i patrzą ogromnymi, owadzimi oczami. Nie można krzyknąć, nie można się nawet poruszyć. Zaczyna się koszmar, który będzie trwat jeszcze po przebudzeniu...

Diane Thai, drobna brunetka, tuż po czterdziestce. Od kilku lat miewa nocne wizyty niskich, chudych. Pod hipnozą opowiada szczegóły.

To nie są ludzie

- Czuję odrętwienie i ociężałość. Tak jakby mnie podnoszono. Nie mogę tego powstrzymać... Trafiam do jasnego pomieszczenia. Leżę na stole. Jest zimno. Otwierają się drzwi. Wchodzą!
- Nie są ludźmi. Wyglądają jak skrzyżowanie owadów z gadami. Zaczynają mnie badać - to słowa innej ofiary nocnych gości, 45-letniego Teda. Sny o istotach zabierających go ź łóżka wprost do jasnej sali miewa od chwili, gdy skończył 3 lata.

Straszne pamiątki

Amy to wykształcona, niespełna 50-letnia kobieta, matka dwóch córek. W swoim dzienniku w styczniu 1971 roku zanotowała: „Boję się. Coś nieznanego i potężnego ciągnie mnie ku sobie".
Od tego czasu miewa niesamowite sny, w których małe, szare istoty o owadzich oczach zabierają ją (przemieszcza się wówczas lewitując) do jasnego pomieszczenia, w którym dokonują na niej zabiegów medycznych. Jej przeżycia uwiarygodnił przypadkowy świadeK, który oniemiał widząc pewnej nocy Amy w koszuli „wylatującą" powoli przez okno, w pozycji na wznak, po powrocie do łóżka i przebudzeniu Amy ma mgliste wspomnienia, ale także bardzo konkretne pamiątki po sennych koszmarach; nacięcia na ciele, ślady po igłach, nawet wszczepione pod skórę drobne przedmioty, które wprawiają w zdumienie lekarzy.
Czy Amy jest chora psychicznie? Czy Okalecza się i opowiada pod hipnozą fantazje, w które wierzy? A może to... Jawa?

Ten sam sen

Kiedy 19-letnia Lydia obudziła się w środku nocy, zdała sobie sprawę, ze ktoś jest w sypialni. W rogu stała istota o ogromnych, ukośnie osadzonych oczach.
Miała słomiane włosy i płaszcz. Lydia krzyknęła z przerażenia i... natychmiast zasnęła. Sen, który jej się przyśnił, mogliby równie dobrze zrelacjonować Ted, Diane czy Amy. Podobnie jak kilkaset (!) nie znających się osób, które podczas hipnozy przedstawiają ten sam przerażający scenariusz powracającego koszmaru.

Wiedźma powraca

Badani są przekonani, że fakty ujawniane pod hipnozą miały miejsce naprawdę. Opisują tak samo uprowadzenie z sypialni, wygląd istot i rodzaj wykonywanych badań.
Niektóre z opisywanych zabiegów medycznych są zbieżne w najdrobniejszych szczegółach. Ofiary opisują np. identyczne narzędzia (zupełnie inne niż te używane przez ludzi), mimo że nie znały relacji innych „porwanych".
Opowieści o istotach odwiedzających ludzi podczas snu znane są od stuleci. W XVIII i XIX wieku inaczej się „gości" określało. Dziś mówimy: „kosmici", „obcy", „humanoidzi" lub „szaraki". Kiedyś używano poczciwego słowa „wiedźma".
Marudzącym dzieciom mówiono: „Śpij, bo zabierze cię stara wiedźma". Po kogo przyjdzie dzisiejszej nocy?

Chúpacabra



Pierwsze doniesienia o Chúpacabrze pochodzą sprzed 1973 roku, jednak relacje ze spotkań ze stworem przybrały na sile w ostatnich latach.

Nocą 7 września 1995 roku świadek Misael Negron zaobserwował stwora przebywając na balkonie swojego domu w okręgu Canovanas znajdującym się na północno-wschodniej części Puerto Rico. Negron widział zwierzę przez mniej więcej 10 minut. Później ocenił jej wielkość (wysokość) na 1,2-1,3 metra, Chúpacabra miała ciemną skórę, nie posiadała uszu. Okrągła głowa wyposażona była w ogromne, czerwone oczy i usta, z których wysuwały się długie i ostre kły. Negron porównał ową "twarz" do rybiego pyska. Chúpacabra posiadała również długie i cienkie łapy, zakończone trójpalczastymi dłońmi z pazurami. Kontrastowało to z tylnymi odnóżami, które były umięśnione i mocniej zbudowane, dzięki czemu zwierzę poruszało się w pozycji pionowej. W oczy rzucał się dziwny grzebień sterczący na grzbiecie stworzenia, ciągnący się od głowy do końca ciała. Najdziwniejsze było to, że wciąż zmieniał barwy (zieloną, niebieską, czerwoną, pomarańczową, fioletową) i zdawał się wydzielać coś w rodzaju lekkiego światła, jakby fosforyzując. Negron zastał zwierzę na przeciwnym końcu swojego balkonu. Znajdował się naprzeciwko niego, oddalony o jakieś 15 metrów. Przerażony świadek schronił się do domu, natomiast Chúpacabra wydawała się być zaciekawiona jego widokiem, wpatrując się w niego swoimi wielkimi oczyma. W końcu stwór oddalił się, a Negron odetchnął. Następnego dnia prawdopodobnie tego samego stwora zobaczył brat Negrona, Angel David. Tym razem zwierzę zostało przyłapane na gorącym uczynku, przy zwłokach zabitej przed chwilą kozy. Angel zareagował podobnie jak jego brat i schronił się w domu. Później z balkonu dostrzegł, jak Chúpacabra oddaliła się i zniknęła w krzakach. Później poddano oględzinom zwłoki kozy. W ciele odnaleziono drobne zagłębienia, przez które najwyraźniej stworzenie wyssało krew, płyny ustrojowe i organy wewnętrzne (serce, wątrobę, ale i także oczy i uszy). Ciekawe, że zarówno Misael, jak i Angel David zapamiętali odgłosy wydawane przez zwierzę. Przypominało to głośne brzęczenie (podobne do dźwięku wydawanego przez pracującą turbinę). Chúpacabra także pojawiła się niedaleko miejsca tych dwóch obserwacji, 11 września, a zobaczył ją Miguel Nevado. Innym razem, w sierpniu 1995 roku stwór po prostu przespacerował się w środku dnia (ok. 3 po południu) po drodze. Widziało go kilku świadków, którzy próbowali go nawet złapać, co się nie dało, ponieważ zwierzę oddaliło się z ogromną szybkością. W pierwszych dniach września 1995 roku policjant J.C. z Campo Rico zdołał strzelić do Chúpacabry z pistoletu i trafić zwierzę, które odrzucone przez kulę uderzyło o ścianę, jednak powstało i nie okazywało śladów zranienia, po czym uciekło. 16 września ujrzano zwierzę w locie, Daniel Perez oddał w jego kierunku kilka strzałów. Tak później zdawał relację ze spotkania:
"To było w dzień około 7.30 rano. Usłyszałem głośne buczenie i wyjrzałem przez okno i wtedy zobaczyłem to stworzenie. Właśnie lądowało i po kilku sekundach stanęło na dwóch nogach na dużym kamieniu w moim patio. Po chwili podskoczyło do góry, wzbi ło się w powietrze i odleciało, przemykając między gałęziami drzewa avocado bez dotykania ich. Wyglądało dokładnie tak jak opisują je inni ludzie. Tym, co w jego wyglądzie uderzyło mnie najbardziej, było coś w rodzaju małych skrzydełek na plecach, które w miarę przechodzenia w dół grzbietu stawały się coraz większe. Stwór poruszał nimi z dużą szybkościa, co powodowało buczenie. Więc na grzbiecie CHUPY znajdują się małe skrzydełka, a nie jak dotąd sądzono kolorowe kolce. Po prostu gdy szybko nimi porusza widzimy tylko ich górne krawędzie co wygląda jak zakrzywione kolce. Zauważyłem też, że w trakcie lotu istota zmienia kierunek lotu poprzez nachylanie tych małych skrzydełek w odpowiednią stronę. Myślę, że ona przybyła z jakiegoś innego miejsca we wszechświecie."
4 października sprawą Chúpacabry wreszcie zainteresowała się policja, zaalarmowana przez mieszkańca okręgu Canovanas, który doniósł o dziwnych owłosionych stworzeniach, dwunożnych, ciemnie ubarwionych, które grasowały w pobliżu jego domu. Zawiadomił o tym Biuro Ochrony Cywilnej, co zaowocowało śledztwem. Znaleziono coś, co mogło stanowić krew Chúpacabry, znajdującą się między krzakami i na ogrodzeniu. Obecnie jest ona analizowana chemicznie.


Martwa owca-ofiara Chúpacabry


7 października zwierzę wróciło, pojawiając sie tym razem na przedmieściach Cambalache w dzielnicy Los Perez. Zobaczyła ją Mary Anne Q. o godzinie 15.30, czyli ponownie w biały dzień. Stwór wyglądał tak, jak opisywali go inni świadkowie, Mary Anne dodała jednak, że posiadał błony pomiędzy palcami, jak również łączące ramiona z tułowiem. Opisała także jego owłosienie, które nie przypominało prawdziwych włosów lub futra, tylko rodzaj włókien wystających ze skóry. Nieco później, ale tego samego dnia Chúpacabrę widziało dwie inne osoby. Don Tono i Loma del Viento, a także ludzie przebywający w ich sklepie, ujrzeli stworzenie przebywające na grzbiecie konia, którego najwyraźniej chciało ukąsić. Gdy zauważyło świadków, oddaliła się skacząc na ogromne odległości.


Zwierzęta odnajdywano pozbawione krwi


Należy zaznaczyć, że władze w ogóle nie interesują się tym zjawiskiem, pomimo tego, że Chúpacabra powoduje duże straty w pogłowiu zwierząt domowych. Tylko raz opublikowano raport traktujący o tej sprawie, a w szczególności śmierci kozy w Campo Rico w okręgu Canovanas, został on sporządzony na prośbę sierż. Jose L. Chaberta. W piśmie tym przeczytać można:
"Do naszego biura trafiła dziś taśma wideo przedstawiająca ciało kozy w stanie rozkładu. Ciało oraz wnętrzności noszą ślady różnych ran, które jak zakładamy uległy powiększeniu na skutek zaawansowanego stopnia rozkładu. Nagranie wideo jako sprawcę śmierci kozy wymienia jakieś dziwne zwierzę. Sprawdziwszy taśmę ponownie, muszę stwierdzić, że koza została zaatakowana przez psa i dlatego uważamy, że dochodzenie w tej sprawie powinna przeprowadzić obrona cywilna oraz policja. Ponieważ to zdarzenie dotyczy zwierząt domowych, w przypadku wystąpienia podobnych incydentów zgłaszać się należy do Ministerstwa Rolnictwa. Jedną z funkcji naszego ministerstwa jest ochrona oraz kontrola życia dzikich zwierząt, w związku z czym sprawy dotyczące zwierząt domowych wykraczają poza zakres jego działalności." Raport ten wywołał oburzenie w środowisku badaczy, z Jorge Martinem na czele, który m.in. stwierdził: "Raport ten został opracowany na podstawie nagrania wideo z pominięciem badania martwej kozy. 'Ekspertom' z ministerstwa nawet nie przyszło do głowy, aby zabrać kozę lub choćby nieco próbek jej ciała na dalsze badania do laboratorium, co przecież powinni byli uczynić, gdyby ich celem było rzeczywiście wydanie opinii opartej na naukowo zbadanych faktach. Mimo obietnicy nie zjawili się również, aby obejrzeć miejsce zdarzenia ani nie zorganizowali poszukiwań dziwnego stworzenia. W równie podejrzany sposób ministerstwo podeszło do pozostałych tego typu zdarzeń na terenie całej wyspy. Wbrew oficjalnym oświadczeniom koza była martwa zaledwie kilka godzin i z pewnością nie znajdowała się w stanie zaawansowanego rozkładu. Duże okrągłe otwory na jej ciele nie były rezultatem rozkładu, lecz ranami zadanymi w trakcie okaleczania. Raport twierdzi, że koza była ofiarą ataku psa, tymczasem występujące na jej ciele rany mają postać niewielkich otworów ponad centymetrowej średnicy, a także gładko wyciętych kolistych zagłębień. Napaść psa lub jakiegokolwiek innego znanego zwierzęcia spowodowałaby właściwe ukąszeniom rozdarcia skóry oraz ciała. Nikt posiadający naukowe przygotowanie z zakresu biologii, zoologii, bądź weterynarii, podchodząc do problemu obiektywnie i uczciwie, po obejrzeniu tych ran nie zgodzi się z twierdzeniem, że są one typowe dla ukąszeń psa, małpy lub innego drapieżnika, co właśnie stara się wmówić opinii publicznej Ministerstwo Zasobów Naturalnych i Ochrony Środowiska wspólnie z Ministerstwem Rolnictwa."


Charakterystyczne rany na szyi zabitej owcy


Czym więc jest Chúpacabra? Być może nieznanym nauce, nowym gatunkiem ziemskiego zwierzęcia, a być może pochodzi z innej planety. Bardzo realnym wyjaśnieniem jest że Chúpa jest owocem badań genetycznych, które podobno nielegalnie są wykonywane na wyspie.


Chúpacabra znaleziona w Luizjanie


Wykonano kika zdjęć Chúpacabry

Zdjęcie wykonano w 1996 roku przejechanemu zwierzęciu leżącemu na poboczu drogi do Pearce, na wschód od Temple-Inland w Luizjanie. Autorką fotografii jest Barbara Mullins. Zdjęcie ukazało się w regionalnym dwutygodniku "The Dequincy News" z 25 września 1996 roku. Od razu pojawiły się spekulacje, czy fotografia przedstawia słynną Chúpacabrę, która miała pecha znaleźć się pod kołami rozpędzonego samochodu. Na zdjęciu widoczne jest dziwne zwierzę wielkości bardzo dużego psa (bernardyna), pokryte długą brązową sierścią. Ogólnie wygląda to jak pies, pomijając pysk, który został porównany do takiego, jaki posiada pawian. Odnóża zdają się być zbyt małe i delikatne, jak na tak duże zwierzę. Brak też jest ogona. W 1998 roku na temat dziwnego znaleziska wypowiedział się znany kryptozoolog, Loren Coleman, który przedstawił badania studentów zoologii nad fotografią, którzy stwierdzili, że zwierzę jest psem: "Z badań wynika, że jest to pies, o czym mogą świadczyć jego dość delikatne łapy oraz zadbane pazury, niczym nie przypominające szponów krwiożerczej bestii. Wygląda też na to, że był niedawno strzyżony, ponieważ pysk i nogi ma ogolone w sposób typowy dla pudli."


Chúpacabra z Nebraski


Zdjęcie wykonane przez Aarona Murphy'ego w Nebrasce w 1998 roku. Odnalazł on coś, co uznać można za padlinę dziwnego, być może nieznanego zwierzęcia. Murphy natknął się na nią w starym, opuszczonym silosie, który w odróżnieniu od innych, pełnych węży i jaszczurek, był pusty, poza wspomnianym już ciałem. Murphy zrobił zdjęcia i opuścił miejsce znaleziska, stąd trudno, bez zbadania padliny, jednoznacznie powiedzieć, czym jest dziwne znalezisko. Na pewno są to zwłoki jakiegoś drapieżnego zwierzęcia, być może psa.





Tajemnice Księżyca

Lądowanie człowieka na Księżycu było jak do dotychczas największym osiągnięciem ludzkości w podboju kosmosu.

Dołączona grafika

Pierwszy człowiek postawił nogę na Srebrnym Globie 20 lipca 1969 roku. W sumie dotarło tam sześć z planowanych dziewięciu wypraw załogowych. W jego pobliżu było 24 ludzi, dwunastu z nich było dane spacerować po księżycowej powierzchni. Na początku latach siedemdziesiątych Związek Radziecki i Stany Zjednoczone rywalizowały ze sobą w podboju Srebrnego Globu. Wiadomo, że oba mocarstwa planowały zakładanie na Księżycu baz, w których zamierzały zainstalować militarne systemy ataku i obrony. Nagle, bez podania powodów, oba państwa przerwały wyprawy. Zrezygnowały z niewątpliwych korzyści płynących z kolonizacji Księżyca na rzecz budowy, o wiele bardziej kosztownych orbitalnych laboratoriów okrążających Ziemię. Powodów tej nagłej zmiany w projekcie badania przestrzeni kosmicznej do dzisiaj nie wyjaśniono. Dlaczego?

Tylko skały i pył.

Do 1997 roku naukowe opisy Księżyca były takie same, jak przed czterdziestoma pięcioma laty. Pozbawiony atmosfery, martwy, suchy, niezamieszkały naturalny satelita Ziemi, pokryty skałami i pyłem. Powierzchnię jego w znacznej mierze pokrywają kratery po uderzeniach meteorytów oraz jałowe, pokryte kamieniami i pyłem rozległe równiny zwane morzami. Współczesna nauka określa wiek Księżyca na 4,5 miliarda lat. Odległość Księżyca od Ziemi zmienia się i wynosi 356 - 407 tys. km, jego masa jest równa 1/81 masy Ziemi, a promień wynosi 1738 km. Czas obiegu dookoła Ziemię to 27.3217 dni. Na powierzchni Srebrnego Globu występują duże wahania temperatury, od minus 160 stopni Celsjusza w nocy do plus 120 stopni Celsjusza w dzień.

Kłopotliwe anomalie.

Anomalie to coś, co nie powinno istnieć, a jednak istnieje. Wielu badaczy i naukowców patrzy na Księżyc podejrzliwie, gdyż wiele związanych z nim tajemniczych zjawisk nie można zbadać i wytłumaczyć w sposób naukowy. Bardzo trudno jest włączyć anomalie w systemy wiedzy, dlatego najwygodniej jest o nich nie mówić. Jednak od czasu do czasu pewne informacje przeciekają do opinii publicznej, ukazując światu całkiem odmienną od znanej dotychczas naturę naszego satelity. Możliwe, że ta odmienna natura Księżyca może z czasem całkowicie zmienić naszą wiedzę o kosmosie.

W 1968 roku NASA opublikowała raport techniczny zatytułowany Chronologiczny katalog odnotowanych zdarzeń księżycowych. Katalog dokumentował 579 dziwnych księżycowych zdarzeń, których nie da się wytłumaczyć naukowo, zaobserwowanych między rokiem 1540 a 1967. Większość z nich to były światła zmieniające swoje położenie, chmury, mżawki, mgły i opary utrudniające niekiedy obserwację teleskopową.

Dopiero w 1988 roku naukowcy ogłosili odkrycie wody na Księżycu. Oczywiste jest, że tam, gdzie jest woda musi być i atmosfera. A gdzie jest atmosfera musi istnieć grawitacja, aby ja utrzymać. Mogą więc występować chmury, mgły i inne typowe dla atmosfery zjawiska. Kiedy załoga Apollo 11 wyładowała na Księżycu, astronauci umieścili na jego powierzchni flagę. Chwila ta została sfilmowana, jako tryumf ludzkości. Na filmie widać jak w pewnym momencie flaga zaczęła łopotać poruszana podmuchem wiatru. Wiatr nie bierze się znikąd - żeby wiać potrzebuje atmosfery.

Te odkrycia zmieniły podejście naukowców do Księżyca. Ostatecznie odkrycie słabej księżycowej atmosfery ogłoszono w 1997 roku.

Starszy od Ziemi

Nauka zakłada, że Ziemia i towarzyszący jej satelita uformowały się w tym samym czasie i z tej samej materii kosmicznej. Są tak stare, jak nasz cały układ słoneczny i liczą sobie 4,5 miliarda lat. Wiek skał można dziś określić bardzo dokładnie, badając ślady pozostawione przez promieniowanie kosmiczne. Tą metoda najstarsze skały na Ziemi datuje się na 3,5 miliarda lat, natomiast skały z Księżyca na 4,5 miliarda lat. A zatem miedzy Ziemią i Księżycem istnieje zdumiewająca rozbieżność, co do okresu ich powstania, która wynosi około miliarda lat. Jeszcze większa zagadką jest wiek pyłu kosmicznego. Stwierdzono, że pył ten jest starszy od skał o miliard lat. Czyli, istniał jeszcze przed powstaniem układu słonecznego.

Jeśli Księżyc i Ziemia uformowały się w tym samym czasie i z tych samych materiałów to powinny mieć podobną warstwę skalną i gęstość materii. A jednak ruda żelaza występująca w bardzo dużych ilościach na Ziemi jest prawie nieobecna na Księżycu. Średnia gęstość materii księżycowej wynosi 3.34 grama na centymetr sześcienny, a ziemskiej 5.5 grama na centymetr sześcienny. Różnice tej gęstości sugerują, że Księżyc nie ma prawdopodobnie stałego jądra tak jak Ziemia.

Pusty w środku

Zanim pierwszy człowiek postawił stopę na Księżycu, wiele statków i sond dokonywało lotów zwiadowczych, zrzucając na jego powierzchnię różne urządzenia badawcze, które umożliwiły pozyskanie bardziej szczegółowych informacji o naszym satelicie. W 1969 roku załoga Apollo 12, zgodnie z procedurą pozbyła się członu statku zrzucając go na powierzchnie Srebrnego Globu. Uderzenie spowodowało sztuczne trzęsienie skorupy Księżyca. Urządzenia sejsmiczne, zainstalowane na jego powierzchni odnotowały, że satelita drgał niczym dzwon przez niemal godzinę. Zdaniem wielu naukowców świadczy to o tym, że Księżyc w środku jest pusty. Analizując szybkość rozchodzenia się drgań stwierdzono, że jądro satelity może otaczać metalowa skorupa, Określono nawet, że jej górna warstwa leży 70 km pod powierzchnia globu i ma grubość 60 - 70 km.

Kolejne potwierdzenie przypuszczenia, że Księżyc jest w środku pusty dostarczyły tzw. ujemne maskony. Maskony są to wielkie skalne bryły, prawdopodobnie asteroidy, które niegdyś spadły w rozgrzaną lawę i zastygły w niej. Owe maskony, dzięki swojej wielkiej masie, zwiększają siłę księżycowego ciążenia. Są jednak takie, które ją osłabiają. Znajduje się w nich substancja o znacznie mniejszej gęstości niż reszta materii księżycowej, albo są to ogromne puste przestrzenie, rodzaj ogromnych jaskiń, większych niż najbardziej gigantyczne groty na Ziemi. Znakomity, nieżyjący już astronom Carl Sagan w swojej książce Inteligentne życie w kosmosie pisze: „naturalny satelita ziemi nie może być ciałem pustym w środku”. Mówiąc inaczej, pusty satelita nie może być naturalnym, może natomiast być satelitą sztucznym, czyli wykonanym lub skonstruowanym przez kogoś.

Tajemnicze światła.

Wspomniany raport NASA w dużej części poświecony jest zjawiskom świetlnym występującym na powierzchni Księżyca i na jego orbicie. Największą aktywność świetlną obserwowano w księżycowych kraterach. Ze świateł najbardziej słynie krater Plato. Ma on około dziewięćdziesięciu kilometrów szerokości i grunt, który w dziwny sposób zmienia kolory. Jego ściany są bardzo wysokie i czasami przysłania je mgła. Światła, które tam się obserwuje najczęściej są w ruchu. Czasami formują geometryczne wzory, takie jak koła, kwadraty, trójkąty. Często można obserwować długie promienie świetlne. Czasami kule światła wychodzą z mniejszych kraterów i zmierzają w stronę Plato, by następnie zniknąć w jego wnętrzu. W 1966 roku obserwowano w obrębie Plato mnóstwo czerwonych, błyskających punktów.

Czy był tu zawsze?

W starożytnych chińskich zapiskach pochodzących z przełomu X i XI tysiąclecia przed naszą erą znajduje się opis nieba, w którym nie można znaleźć ani jednej wzmianki o obecności Księżyca. Nie ma go też na żadnych starożytnych mapach nieba sprzed 9 - 11 tysięcy lat. Czyżby go jeszcze wtedy nie było?

Znamy oddziaływanie Księżyca na Ziemię i żyjące na nie stworzenia. Między innymi jest on odpowiedzialny za przypływy i odpływy mórz i oceanów. A jeśli fakt ten połączyć z mitem o potopie?

Informacja o potopie jest obecna w historii wszystkich kultur świata. Miało to mieć miejsce około 11 tys. lat temu. Ziemię zalała wówczas woda. Poziom mórz podniósł się, ziemia się trzęsła, wybuchały wulkany i nieustannie padał deszcz. Można wysnuć przypuszczenie, że przyczyną tej katastrofy było właśnie pojawienie się Księżyca na ziemskiej orbicie.

Podsumowując wymienione wyżej fakty można śmiało postawić następującą tezę: Księżyc i Ziemia nie powstały w tym samym czasie, ani w tym samym miejscu. To oznacza, że Księżyc „przyleciał z zewnątrz” i że go tu wcześniej nie było.

Statek obcej cywilizacji

Hipotezę, że Księżyc nie jest tworem naturalnym postawiono już w latach siedemdziesiątych. Część astrofizyków wyznaje pogląd, że nasz satelita jest ogromnym statkiem kosmicznym obcej cywilizacji, względnie starą, nieczynną już sondą kosmiczną. Księżyc zawsze jest zwrócony do Ziemi tylko jedna, tą samą stroną i tylko tę możemy zobaczyć podczas pełni. Druga jest niewidoczna i pozostaje zawsze „ciemną stroną Księżyca”. Niektórzy badacze twierdzą, że jest tak dlatego, ponieważ ktoś chce ukryć to, co dzieje się po jego drugiej stronie. W 1954 roku astronomowie z Edynburga ogłosili, że widzieli na Księżycu „ciemną kulę podróżującą w prostej linii z krateru Tycho do krateru Aristracus”. Odległość tę kula pokonała w dwadzieścia minut, co oznacza, że musiała lecieć z prędkością 9700 km/godz.

Istnieje wiele raportów mówiących o czarnych obiektach przelatujących nad powierzchnią Księżyca. Niektóre z nich poruszały się bardzo szybko, inne wolniej. Podobne, mniejsze i świecące obiekty, widziano wielokrotnie wylatujące i wlatujące do różnych księżycowych kraterów. Dwa zdjęcia NASA ukazują niezwykłe statki. Pierwsze pochodzi z lipca 1969 roku. Jedna z kamer Apollo 11 zupełnie przypadkowo zarejestrowała świecący obiekt w kształcie cygara poruszający się nad powierzchnią Księżyca. W lipcu 1972 kamera z Apollo 16 uchwyciła kolejny obiekt w kształcie cygara. Statek był ogromny. Świecił białym światłem jonizując atmosferę bezpośrednio za sobą. Był tak blisko powierzchni Księżyca, że rzucał na jego powierzchnię długi cień. Po opublikowaniu tych zdjęć wielu entuzjastów teleskopów z całego świata kontynuowało obserwacje Srebrnego Globu. Widziano różnej wielkości obiekty przy jego powierzchni, wylatujące ponad atmosferę i umykające kosmos.

Większość naukowców badających Księżyc nie dopuszcza możliwości istnienia na nim baz kosmitów. Faktem jednak jest, że Stany Zjednoczone i Związek Radziecki nagle, bez podania powodów, zaniechały podróży na Księżyc. Jedna ze spekulacji na ten temat mówi, że ktoś po prostu ludzi stamtąd przegonił. Wygląda na to, że wielki wyścig dwóch supermocarstw, zmierzający do kolonizacji Księżyca przerwano gdyż odkryto tam coś, co nie pozwoliło na jego dalszą kolonizację. Czy z decyzją tą ma coś wspólnego UFO?

Księżyc kryje jeszcze wiele tajemnic. Jedno jest pewne: teorię, że nasz satelita to martwy, suchy, pozbawiony powietrza kawał skały należy w całości odłożyć do lamusa.

Tajemnice Księżyca

Lądowanie człowieka na Księżycu było jak do dotychczas największym osiągnięciem ludzkości w podboju kosmosu.

Dołączona grafika

Pierwszy człowiek postawił nogę na Srebrnym Globie 20 lipca 1969 roku. W sumie dotarło tam sześć z planowanych dziewięciu wypraw załogowych. W jego pobliżu było 24 ludzi, dwunastu z nich było dane spacerować po księżycowej powierzchni. Na początku latach siedemdziesiątych Związek Radziecki i Stany Zjednoczone rywalizowały ze sobą w podboju Srebrnego Globu. Wiadomo, że oba mocarstwa planowały zakładanie na Księżycu baz, w których zamierzały zainstalować militarne systemy ataku i obrony. Nagle, bez podania powodów, oba państwa przerwały wyprawy. Zrezygnowały z niewątpliwych korzyści płynących z kolonizacji Księżyca na rzecz budowy, o wiele bardziej kosztownych orbitalnych laboratoriów okrążających Ziemię. Powodów tej nagłej zmiany w projekcie badania przestrzeni kosmicznej do dzisiaj nie wyjaśniono. Dlaczego?

Tylko skały i pył.

Do 1997 roku naukowe opisy Księżyca były takie same, jak przed czterdziestoma pięcioma laty. Pozbawiony atmosfery, martwy, suchy, niezamieszkały naturalny satelita Ziemi, pokryty skałami i pyłem. Powierzchnię jego w znacznej mierze pokrywają kratery po uderzeniach meteorytów oraz jałowe, pokryte kamieniami i pyłem rozległe równiny zwane morzami. Współczesna nauka określa wiek Księżyca na 4,5 miliarda lat. Odległość Księżyca od Ziemi zmienia się i wynosi 356 - 407 tys. km, jego masa jest równa 1/81 masy Ziemi, a promień wynosi 1738 km. Czas obiegu dookoła Ziemię to 27.3217 dni. Na powierzchni Srebrnego Globu występują duże wahania temperatury, od minus 160 stopni Celsjusza w nocy do plus 120 stopni Celsjusza w dzień.

Kłopotliwe anomalie.

Anomalie to coś, co nie powinno istnieć, a jednak istnieje. Wielu badaczy i naukowców patrzy na Księżyc podejrzliwie, gdyż wiele związanych z nim tajemniczych zjawisk nie można zbadać i wytłumaczyć w sposób naukowy. Bardzo trudno jest włączyć anomalie w systemy wiedzy, dlatego najwygodniej jest o nich nie mówić. Jednak od czasu do czasu pewne informacje przeciekają do opinii publicznej, ukazując światu całkiem odmienną od znanej dotychczas naturę naszego satelity. Możliwe, że ta odmienna natura Księżyca może z czasem całkowicie zmienić naszą wiedzę o kosmosie.

W 1968 roku NASA opublikowała raport techniczny zatytułowany Chronologiczny katalog odnotowanych zdarzeń księżycowych. Katalog dokumentował 579 dziwnych księżycowych zdarzeń, których nie da się wytłumaczyć naukowo, zaobserwowanych między rokiem 1540 a 1967. Większość z nich to były światła zmieniające swoje położenie, chmury, mżawki, mgły i opary utrudniające niekiedy obserwację teleskopową.

Dopiero w 1988 roku naukowcy ogłosili odkrycie wody na Księżycu. Oczywiste jest, że tam, gdzie jest woda musi być i atmosfera. A gdzie jest atmosfera musi istnieć grawitacja, aby ja utrzymać. Mogą więc występować chmury, mgły i inne typowe dla atmosfery zjawiska. Kiedy załoga Apollo 11 wyładowała na Księżycu, astronauci umieścili na jego powierzchni flagę. Chwila ta została sfilmowana, jako tryumf ludzkości. Na filmie widać jak w pewnym momencie flaga zaczęła łopotać poruszana podmuchem wiatru. Wiatr nie bierze się znikąd - żeby wiać potrzebuje atmosfery.

Te odkrycia zmieniły podejście naukowców do Księżyca. Ostatecznie odkrycie słabej księżycowej atmosfery ogłoszono w 1997 roku.

Starszy od Ziemi

Nauka zakłada, że Ziemia i towarzyszący jej satelita uformowały się w tym samym czasie i z tej samej materii kosmicznej. Są tak stare, jak nasz cały układ słoneczny i liczą sobie 4,5 miliarda lat. Wiek skał można dziś określić bardzo dokładnie, badając ślady pozostawione przez promieniowanie kosmiczne. Tą metoda najstarsze skały na Ziemi datuje się na 3,5 miliarda lat, natomiast skały z Księżyca na 4,5 miliarda lat. A zatem miedzy Ziemią i Księżycem istnieje zdumiewająca rozbieżność, co do okresu ich powstania, która wynosi około miliarda lat. Jeszcze większa zagadką jest wiek pyłu kosmicznego. Stwierdzono, że pył ten jest starszy od skał o miliard lat. Czyli, istniał jeszcze przed powstaniem układu słonecznego.

Jeśli Księżyc i Ziemia uformowały się w tym samym czasie i z tych samych materiałów to powinny mieć podobną warstwę skalną i gęstość materii. A jednak ruda żelaza występująca w bardzo dużych ilościach na Ziemi jest prawie nieobecna na Księżycu. Średnia gęstość materii księżycowej wynosi 3.34 grama na centymetr sześcienny, a ziemskiej 5.5 grama na centymetr sześcienny. Różnice tej gęstości sugerują, że Księżyc nie ma prawdopodobnie stałego jądra tak jak Ziemia.

Pusty w środku

Zanim pierwszy człowiek postawił stopę na Księżycu, wiele statków i sond dokonywało lotów zwiadowczych, zrzucając na jego powierzchnię różne urządzenia badawcze, które umożliwiły pozyskanie bardziej szczegółowych informacji o naszym satelicie. W 1969 roku załoga Apollo 12, zgodnie z procedurą pozbyła się członu statku zrzucając go na powierzchnie Srebrnego Globu. Uderzenie spowodowało sztuczne trzęsienie skorupy Księżyca. Urządzenia sejsmiczne, zainstalowane na jego powierzchni odnotowały, że satelita drgał niczym dzwon przez niemal godzinę. Zdaniem wielu naukowców świadczy to o tym, że Księżyc w środku jest pusty. Analizując szybkość rozchodzenia się drgań stwierdzono, że jądro satelity może otaczać metalowa skorupa, Określono nawet, że jej górna warstwa leży 70 km pod powierzchnia globu i ma grubość 60 - 70 km.

Kolejne potwierdzenie przypuszczenia, że Księżyc jest w środku pusty dostarczyły tzw. ujemne maskony. Maskony są to wielkie skalne bryły, prawdopodobnie asteroidy, które niegdyś spadły w rozgrzaną lawę i zastygły w niej. Owe maskony, dzięki swojej wielkiej masie, zwiększają siłę księżycowego ciążenia. Są jednak takie, które ją osłabiają. Znajduje się w nich substancja o znacznie mniejszej gęstości niż reszta materii księżycowej, albo są to ogromne puste przestrzenie, rodzaj ogromnych jaskiń, większych niż najbardziej gigantyczne groty na Ziemi. Znakomity, nieżyjący już astronom Carl Sagan w swojej książce Inteligentne życie w kosmosie pisze: „naturalny satelita ziemi nie może być ciałem pustym w środku”. Mówiąc inaczej, pusty satelita nie może być naturalnym, może natomiast być satelitą sztucznym, czyli wykonanym lub skonstruowanym przez kogoś.

Tajemnicze światła.

Wspomniany raport NASA w dużej części poświecony jest zjawiskom świetlnym występującym na powierzchni Księżyca i na jego orbicie. Największą aktywność świetlną obserwowano w księżycowych kraterach. Ze świateł najbardziej słynie krater Plato. Ma on około dziewięćdziesięciu kilometrów szerokości i grunt, który w dziwny sposób zmienia kolory. Jego ściany są bardzo wysokie i czasami przysłania je mgła. Światła, które tam się obserwuje najczęściej są w ruchu. Czasami formują geometryczne wzory, takie jak koła, kwadraty, trójkąty. Często można obserwować długie promienie świetlne. Czasami kule światła wychodzą z mniejszych kraterów i zmierzają w stronę Plato, by następnie zniknąć w jego wnętrzu. W 1966 roku obserwowano w obrębie Plato mnóstwo czerwonych, błyskających punktów.

Czy był tu zawsze?

W starożytnych chińskich zapiskach pochodzących z przełomu X i XI tysiąclecia przed naszą erą znajduje się opis nieba, w którym nie można znaleźć ani jednej wzmianki o obecności Księżyca. Nie ma go też na żadnych starożytnych mapach nieba sprzed 9 - 11 tysięcy lat. Czyżby go jeszcze wtedy nie było?

Znamy oddziaływanie Księżyca na Ziemię i żyjące na nie stworzenia. Między innymi jest on odpowiedzialny za przypływy i odpływy mórz i oceanów. A jeśli fakt ten połączyć z mitem o potopie?

Informacja o potopie jest obecna w historii wszystkich kultur świata. Miało to mieć miejsce około 11 tys. lat temu. Ziemię zalała wówczas woda. Poziom mórz podniósł się, ziemia się trzęsła, wybuchały wulkany i nieustannie padał deszcz. Można wysnuć przypuszczenie, że przyczyną tej katastrofy było właśnie pojawienie się Księżyca na ziemskiej orbicie.

Podsumowując wymienione wyżej fakty można śmiało postawić następującą tezę: Księżyc i Ziemia nie powstały w tym samym czasie, ani w tym samym miejscu. To oznacza, że Księżyc „przyleciał z zewnątrz” i że go tu wcześniej nie było.

Statek obcej cywilizacji

Hipotezę, że Księżyc nie jest tworem naturalnym postawiono już w latach siedemdziesiątych. Część astrofizyków wyznaje pogląd, że nasz satelita jest ogromnym statkiem kosmicznym obcej cywilizacji, względnie starą, nieczynną już sondą kosmiczną. Księżyc zawsze jest zwrócony do Ziemi tylko jedna, tą samą stroną i tylko tę możemy zobaczyć podczas pełni. Druga jest niewidoczna i pozostaje zawsze „ciemną stroną Księżyca”. Niektórzy badacze twierdzą, że jest tak dlatego, ponieważ ktoś chce ukryć to, co dzieje się po jego drugiej stronie. W 1954 roku astronomowie z Edynburga ogłosili, że widzieli na Księżycu „ciemną kulę podróżującą w prostej linii z krateru Tycho do krateru Aristracus”. Odległość tę kula pokonała w dwadzieścia minut, co oznacza, że musiała lecieć z prędkością 9700 km/godz.

Istnieje wiele raportów mówiących o czarnych obiektach przelatujących nad powierzchnią Księżyca. Niektóre z nich poruszały się bardzo szybko, inne wolniej. Podobne, mniejsze i świecące obiekty, widziano wielokrotnie wylatujące i wlatujące do różnych księżycowych kraterów. Dwa zdjęcia NASA ukazują niezwykłe statki. Pierwsze pochodzi z lipca 1969 roku. Jedna z kamer Apollo 11 zupełnie przypadkowo zarejestrowała świecący obiekt w kształcie cygara poruszający się nad powierzchnią Księżyca. W lipcu 1972 kamera z Apollo 16 uchwyciła kolejny obiekt w kształcie cygara. Statek był ogromny. Świecił białym światłem jonizując atmosferę bezpośrednio za sobą. Był tak blisko powierzchni Księżyca, że rzucał na jego powierzchnię długi cień. Po opublikowaniu tych zdjęć wielu entuzjastów teleskopów z całego świata kontynuowało obserwacje Srebrnego Globu. Widziano różnej wielkości obiekty przy jego powierzchni, wylatujące ponad atmosferę i umykające kosmos.

Większość naukowców badających Księżyc nie dopuszcza możliwości istnienia na nim baz kosmitów. Faktem jednak jest, że Stany Zjednoczone i Związek Radziecki nagle, bez podania powodów, zaniechały podróży na Księżyc. Jedna ze spekulacji na ten temat mówi, że ktoś po prostu ludzi stamtąd przegonił. Wygląda na to, że wielki wyścig dwóch supermocarstw, zmierzający do kolonizacji Księżyca przerwano gdyż odkryto tam coś, co nie pozwoliło na jego dalszą kolonizację. Czy z decyzją tą ma coś wspólnego UFO?

Księżyc kryje jeszcze wiele tajemnic. Jedno jest pewne: teorię, że nasz satelita to martwy, suchy, pozbawiony powietrza kawał skały należy w całości odłożyć do lamusa.