czwartek, 14 lipca 2011

Niezwykły ‘List z Transscendencji’. Oszustwo, złudzenie czy prawdziwy przekaz?

Bardzo ciekawy przekaz, który POLECAM przeczytać do końca...
Założenie jest intrygujące: oto ktoś zaczyna odbierać informację pochodzącą z „innego źródła”, niż jego fantazja, podświadomość, rozbudzona wyobraźnia, pamięć itp. Nie mamy wtedy do czynienia z żadnym materialnym dowodem poza tekstem, który dane „medium” posiada. Ocena prawdziwości takiego przekazu wiąże się wieloma pułapkami. W odróżnieniu od zdjęć channeling zawsze pociąga za sobą trudność w ocenie wiarygodności.
Często ludzie przysyłają do nas pytania „co myślicie o tym czy innym tekście, czy wierzycie, że jest prawdziwy itp.”. I naprawdę jesteśmy bezradni. Nie sposób bowiem w sprawie takich listów ustalić czegokolwiek, gdyż są one latami „przesyłane w sieci”. Tym razem mamy list, którego drogę dotarcia na pokład Nautilusa znamy dość dobrze. I dlatego robimy wyjątek od reguły i ów list prezentujemy naszym czytelnikom. Kiedyś już trafił na strony FN, ale przy okazji zmiany oskryptowania dwa lata temu ten artykuł ten gdzieś „się zagubił w systemie”. Tymczasem warto go przypomnieć ze względu na niezwykłe okoliczności jego powstania.
Jego historia jest bowiem niezwykle ciekawa. Był wieczór 24-go października 1987 roku. Mieszkanka Warszawy zaczęła bezwiednie zapisywać kolejne kartki, po czym po napisaniu ostatniego słowa straciła przytomność. Taka historia zdarzyła się jej pierwszy raz w życiu. Kiedy potem odczytywała zapisane przez siebie kartki nie mogła wyjść ze zdumienia, że mogła napisać taki list. Nie wszystkie słowa były dla niej zrozumiałe, a nawet niektóre nazwiska całkowicie obce, w tym np. Sedlak.
Oczywiście można założyć, że gdzieś czytając gazety, książki natknęła się na jego nazwisko, ale... zawsze pozostaje możliwość, że jednak ten list dyktował jej ktoś „inny”. Właścicielka listu zapewniała nas od samego początku, że nie rozumiała także jego treści. Dopiero po kilkakrotnym przeczytaniu niektórych fragmentów zaczynała mieć podejrzenia, jakie sprawy porusza list... Tu trzeba zrobić ważną uwagę – list jest napisany bardzo dziwnym językiem, intrygującym stylem narracji, który znacznie odbiega od tego, którym posługujemy się na co dzień.
Warto podkreślić, że w sieci krążą dosłownie setki tak zwanych „tekstów channelingowych”, zarówno „od kosmitów do ludzkości”, jak i „od boskich energii do ludzi” i innych w podobnym stylu. Nigdy nie byliśmy w stanie ustalić trasy, jaką przebiegał taki list, jakie było prawdziwe źródło tekstu i okoliczności jego powstania. Nigdy nie mieliśmy gwarancji, czy nie mamy do czynienia z żartem, czego też przecież wykluczyć nie można. Tym razem jest inaczej, gdyż historię tego listu znamy dość dobrze, podobnie jak osobę, która ten „przekaz” odebrała. Na pewno możecie wykluczyć żart z jej strony. Na naszą prośbę nie zdradzamy jej danych, gdyż chciała uniknąć wszelkich smutnych konsekwencji związanych z upublicznieniem treści tego listu. Jest ona bowiem świadoma, że część ludzi postrzega takie teksty jako typowe „wariactwo nawiedzonych”, zaś ich treść jako efekt wybujałej wyobraźni i fascynacji mistycyzmem religijnym... Dlatego poprosiła nas, aby publikując po raz pierwszy jego treść nie wymieniać jej imienia i nazwiska. Ze swej strony możemy tylko tyle powiedzieć, że jest to starsza pani, mieszkająca na warszawskim Żoliborzu.
Po raz pierwszy ten list trafił na pokład okrętu N w 2003 roku. Warto wspomnieć, że w pewien sposób list ten wprawia w zakłopotanie także osobę, która go napisała. Jest ona bowiem przekonana, że „to nie są jej słowa”... Oczywiście zachowując odpowiedni dystans polecamy Wam jego lekturę, gdyż tylko w ten sposób można wyrobić sobie własną ocenę. Historia tego listu wiąże się z tak nieprawdopodobnymi wątkami (w tym także związanymi z UFO), że kiedyś, jeśli dostaniemy zgodę od osoby która przekazała nam tekst, opublikujemy ją w całości. Przypomina ona bowiem scenariusz jakiegoś filmu, który jest zbyt nieprawdopodobny, aby można było z niego zrobić film... ale to inna sprawa.

24.10.1987
LIST OTWARTY Z TRANSCENDENCJI
Masz teraz już świadomy klucz do poszerzania swoich myśli - to metoda skojarzeń w ciągu logicznym. Ujęliście to znakomicie w czterech prawach: czasu ich występowania, wspólnej przestrzeni, podobieństwa i różnicy. To wielkie prawo poszerzania wszystkiego, co zaistniało w danym obszarze, a stworzone ciszą. Tylko w głosie ciszy można odnaleźć te wszystkie gamy, które teraz gracie; w ciemności tylko można odnaleźć światło w różnych odblaskach - od światła świecy do światła lasera.
Życie rodzi się krzykiem, a śmierć rodzi się ciszą. Czy to takie trudne, aby pojąć, że na granicach wszystkiego istnieje ekstremalna wartość danego zjawiska?
A zatem Bóg to ekstremalna granica wszechrzeczy i zjawiskowo nieuchwytna, bowiem Ducha nie można zobaczyć, usłyszeć, a Jest. To właśnie określenie ekstremalne Nicości, to najwyższy Duch, który "Jest", a "Nie ma". Wszystko zatem jest, bo tylko to, co istnieje, może być dla was nieuchwytne na granicy dostrzegania przez was. Widzisz jednak, że problem dostrzegania nie oznacza progu istnienia. Jest dla was tylko to, co możecie uchwycić swoimi zmysłami, odczuciami w różnych formach wyrazu. Obraz, dźwięk, to podstawowe elementy waszego budowania świata. Potem odzwierciedlacie swoje myśli w tożsamości, czyli dostrzegacie obraz siebie samych, aby potem w tym obrazie dochodzić obrazu Boga, bowiem poszukujecie swojego Rodzica, który powołał was do życia w świecie żywych. To właściwe określenie, ponieważ potem przechodzicie do świata zmarłych. A skoro tak sami o tym mówicie musi istnieć drugi świat - bowiem nie ma niczego, czego byście nie określali w swoim obrazie konkretnym czy abstrakcyjnym.
W każdym świecie jest to samo, chociaż nie takie samo, ponieważ jest na innym poziomie abstrakcji. Wy zaś konkretyzujecie ten obszar w swoim odzwierciedleniu. Śmierć to tylko życie w innym wymiarze przestrzeni i czasu. Poza czasem i przestrzenią jestem tylko Ja - Stwórca.
Widzę, że ucieszyłaś/ucieszyłeś się tym stwierdzeniem, że Ja mam swoje miejsce zarezerwowane wyłącznie dla Siebie, bowiem pragniesz, abym miał największy komfort swojego istnienia. Wynika to z twojej postawy wobec Mnie - twojego Ojca. Pragniesz wszystkiego, co najlepsze dla Mnie i tym właśnie kluczem - miłością, otworzyłaś/otworzyłeś tutaj bramę. W twoim pragnieniu Mojego komfortu czy wygody jest jeszcze wielkie zaufanie do Mojej mądrości, która przewyższa wszystkie inne i wiesz, że tylko Ja mogę ci wszystko wyjaśnić i pocieszyć w chwilach smutku i nieszczęścia.
Wartością twoich rozważań na płaszczyźnie mistyki jest wielkie jej konkretyzowanie na płaszczyźnie fizycznej twojej egzystencji. Jak widzisz, umiejętność konkretyzowania wszystkiego w działaniu, nie tylko precyzowania słownego, jest podstawą Mojego oddziaływania we wszechbycie czyli wszechświatach, bo światów jest wiele.
Mogę ci przekazać, że tylko Bóg ogarnia wszechświaty w swojej złożoności i przekształcaniu. Człowiek uważa tę możliwość za możliwą, ale tylko na zasadzie prawdopodobieństwa. Ja natomiast to całe wasze prawdopodobieństwo przetworzyłem na konkretne egzystowanie w materii duchowej i fizycznie namacalnej. Granica waszego odbioru Mojej konkretności funkcjonowania we wszechświecie jest u was odzwierciedlana w waszej zasadzie przybliżenia prawdopodobieństwa do rzeczywistości drogą kolejnych przybliżeń.
To już coś, a więc jednak poszerzacie swoje rozumowanie na terenie filozoficzno-fizycznym, zwłaszcza w dziedzinie fizyki subkwantowej i matematyki, którą potem możecie prawdopodobnie zastosować w praktyce. O czym to świadczy? Że człowiek wie tylko tyle, ile sam zobaczy na pewno, na pewno dotknie, zmierzy, zważy itd.
Ujęcia ilościowe i jakościowe w waszym odzwierciedleniu są jeszcze nieprecyzyjne, ale to kwestia czasu. Zawsze mówicie: przed tysiącami lat, przed wiekami, albo: za krótki okres czasu na to, aby już o czymś móc powiedzieć, że coś występuje na pewno. A zatem prawdopodobieństwo w waszych rozważaniach związaliście z pewną dozą niepewności. Niepewność wasza jest wyrażona lapidarnie i dosadnie w stwierdzeniu:
"Wiem, że nic nie wiem".
Jest to wszak bardzo ekstremalna brama dla wiedzy i niewiedzy jednocześnie. Ja natomiast "Nie wiem, że wiem wszystko". To też Moje ekstremalne stwierdzenie o Moim poznaniu tego, co stworzyłem przez Wielką Kreację w swoim Świętym Miejscu Duchowym.
Mogę ci donieść, że Duchem Świętym nie jestem. Jak bym mógł być konkretnym Stwórcą,konkretnym Ojcem i konkretnym jego Synem w Duchu, gdybym był tylko Duchem? Otóż tajemnica Trójcy Świętej, jak wy to ujęliście swoim dogmatem, jest dla Mnie wiecznym określeniem. Nie wyjaśnię ci teraz złożoności Mojego występowania w trzech postaciach, chociaż jestem tym nieco zakłopotany. Myślę tak jak ty, a więc także mogę podlegać takiemu odczuciu. Mój kłopot polega wyłącznie na twoim niezrozumieniu Mnie, bowiem rozmawiać z kimś całkiem małym jest kłopotliwe. Jak wiesz, być mądrym to znaczy umieć swoje mądrości tak wyłożyć, żeby zrozumiał je każdy, nawet ten nie najmądrzejszy (to właściwie i delikatnie powiedziane), ale też może jeszcze niżej należałoby zejść do całkiem niskiego poziomu rozwoju, do martwej natury, która jeszcze nie wie, że żyje sama w sobie. Trzeba całą swoją mądrość przed nią tak wyłożyć, aby wszystko pojęła jednoznacznie i potem mogła już samodzielnie rozwijać się i rosnąć w mądrość. Wszystko więc ułożyłem, w zależności od stopnia pojmowania wiedzy zapisałem w kwantach i jako kod, czyli klucz poznania i rozwoju zamknąłem w każdej najmniejszej cząstce bytu. Niech każda ma swój klucz do posiadania mądrości, czyli w każdej zasiałem wszystko to, co miałem, a więc całą swoją Istotę.
Jak wiesz, kwantowe rozważania w waszej fizyce tym owocują, stanęliście na takim poziomie swojego poznania, że stwierdzacie istnienie takich cząstek elementarnych jak neutrino czy antyneutrino. Skąd dowiedzieliście się o tym? Czy na podstawie obserwacji? Nie, bowiem bezmasowości nie można ująć w parametry liczbowe. Możecie tylko dedukować o ich występowaniu na podstawie ich zachowania, funkcji, czyli uchwyciliście wskazujące czynniki w ruchu i na podstawie zachodzących zmian w badanym polu mogliście coś na ten temat powiedzieć.
Jak zatem chcielibyście uchwycić Moje istnienie w kategoriach mierzalnych? Nie wiadomo wam, z jakich powodów wszystko to, co dzieje się wokół was i w was nie daje wam analogicznych dedukcji o Moim istnieniu. Przecież to całkiem logiczne i analogiczne rozumowanie. Ale wy, a raczej większość z was uważa, że Bóg to Istota przez was wymyślona i kierujecie się wyłącznie własną możliwością stworzenia wszystkiego, a raczej poznania wszystkiego - bowiem niczego jeszcze samodzielnie nie stworzyliście.
Odkrywacie tylko to, co Ja stworzyłem, a wam umożliwiłem poznanie przez Swój plan waszego rozwoju. Jak widzisz, posuwasz się do przodu do Mojej Osobowości przez swoje "milczenie", przez swoją miłość i wiarę. Możesz więc śmiało powiedzieć, że ciszą tu tylko można wejść. W tym przypadku milczenie oznacza ciszę i spokój myśli. Cichość jest bowiem podstawą medytacji, twórczości i stworzenia na początku świata. Cisza tylko daje
spokój i wprowadza harmonię. Cisza to nie jest milczenie dosłowne, a tylko łagodność wibracji, która umożliwia łatwość przepływania myśli - neoenergii, przez wszystko co istnieje w materii i duchu.
Materia, jak wiesz, stwarza duży opór dla przepływu energii i neoenergii, i to właśnie utrudnia uchwycenie myśli na niskim poziomie rozwoju w świecie żywym i materialnym. Doskonalenie aparatu mózgowego jest związane z rozwojem delikatności materii, w tym przypadku waszej tkanki nerwowej. Można stwierdzić zatem, że tkanka nerwowa jest miejscem zrodzenia się waszej duszy - świadomości w ciele zwierzęcym.
Popatrz na hasło "tkanka nerwowa" w encyklopedii, a zrozumiesz różnicę w
przepustowości informacji i myśli między wami a zwierzętami. Wszelkie myśli są Moimi myślami, a wy odzwierciedlacie Moje myśli w was samych poprzez uświadamianie ich w sobie na obszarze własnej egzystencji duchowej. Cała wasza twórczość, inwencja czy koncepcja, czy też wena - jak wy to określacie - wynika z odzwierciedlenia Moich myśli w
was. Każdy twórca ma większą zdolność niż odtwórca w ujmowaniu rzeczywistości. Na waszym poziomie egzystencji też wyróżniliście takie kategorie działania, a więc twórcy i odtwórcy - a kto jest stworzycielem? Może więc i w tej dziedzinie można znaleźć dla Mnie miejsce? Stworzenie, tworzenie i odtwarzanie.
Weź na przykład swój początek w martwej materii, gdzie ulokowałem cię za granicą stworzenia - byłeś tylko proszkiem, pyłem subkwantowym, który sam nie mógł niczego ani Stworzyć, ani tworzyć, ani odtworzyć. Mogłeś być tylko "embrionem" w egzystencji wszechrzeczy. Ale wszak chciałem ci dać indywidualność i możliwość rozwoju, poruszyłem zatem twój i Mój potencjał jednocześnie - bowiem zamknąłem swój majątek w tobie i dałem ci na drogę błogosławieństwo znakiem krzyża. To właśnie podział całej mocy i energii na cztery części, po których miałeś się posuwać w swojej drodze życia i rozwoju. Ty to intuicyjnie odzwierciedliłeś i przekazywałeś innym w trakcie swoich wykładów na temat rozwoju duchowego człowieka, jak człowiek może się zorientować w swoich czynach i określić swoje miejsce na tym właśnie obszarze.
Widzisz zatem, że intuicja to już bardzo dużo, to podstawa do zrozumienia wszystkiego. Ale intuicja nie jest w stanie wszystkiego od razu odzwierciedlić, bowiem wtedy człowiek nie może zapamiętać całej wiedzy przyswojonej intuicyjnie. Jest to niemożliwe dla istot stworzonych, nigdy nie skończonych a istniejących. To właśnie macie zawarte w swoim stwierdzeniu, że człowiek nie może zbudować doskonalszego komputera niz jego mózg. Nikt z was nie jest w stanie skonstruować czegoś doskonalszego w swej funkcji niż on sam. Ale Ja mogę, bo mam wszechwiedzę i wszechmoc. Sami tak określiliście moje możliwości w swojej teologii, w nauce o Mnie.
Widzisz zatem, ze jeszcze daleko wam do pojęcia programu doskonalenia się was w materii i duchu, a to z dwóch powodów: po pierwsze, ze ducha niektórzy odrzucają i po drugie - co możecie wyodrębnić w waszych twórczych działaniach jako istotny czynnik inspirujący rozwój?
Do skonstruowanych przez siebie komputerów możecie tylko wrzucić to, co sami posiadacie, ale jak dołożyć odpowiednią informację doskonalącą wynik, który chcecie uzyskać na końcu "obliczeń myślowych"? Wszystkie możliwe dane już zawarliście w programie i dzięki pracy komputera możecie tylko przyspieszyć swoje wyniki, ale nie możecie ich przez komputer udoskonalić. Możecie je uwolnić od błędów, ale tylko wtedy, jeżeli wasze dane są bezbłędne i jeżeli konstrukcja maszyny jest bezbłędna. Jezeli coś wam nie wychodzi, mówicie: to był błąd w sztuce. Ale w waszej teologii jest jedna Moja cecha przez was uchwycona - nieomylność. Jak wy zatem możecie dojść w swoim odzwierciedleniu Mnie do tej właśnie cechy?
Moje rozumowanie jest zawsze całościowe, a nie wycinkowe, jak wasze.
Doszliście już do spostrzeżenia tej cechy w waszym tak zwanym holistycznym podejściu do zagadnień. Gorzej jednak z waszą praktyczną działalnością w tej dziedzinie.
Wyłączność tej cechy dla mnie zarezerwowanej jest ewidentna. Jak chcecie urzędować holistyczmie na tak małym wycinku rzeczywistości jak wasza ziemia i wasz kosmos?
Jesteście tylko małym punktem na nieboskłonie i w wielkiej przestrzeni kosmicznej. Wy jednak uważacie, ze jesteście najwięksi i najlepiej uzbrojeni w narzędzia poznawcze. Czyżbyście odzwierciedlali moją cechę wszechpotęgi? Ejże? Ja nie mam cech negatywnych, a wy to nazywacie u was pychą. Jak zatem dalej z wami dyskutować na tle tego negatywnego odbicia? Otóż mogę ci dalej prowadzić ten wywód. Spokojnie usiądź i wyłącz swoje ludzkie "ja", wtedy będę mógł łatwiej, niejako automatycznie, narzucać ci Mój ciąg myśli. Musisz wiedzieć, ze stan umysłu, który otwiera się na Większego jest wolny od barier, które w nim narosły i usuwa tę granicę, przez którą mogę z tobą rozmawiać.
A zatem czy myślisz, ze Bóg ma cechy negatywne, takie jak pycha, samoświadomość swojejwszechmocy, itp.? Powiem ci, ze to, co negatywne, tylko w materii się zrodziło - to takie krzywe "zwierciadło", które odzwierciedla negatyw mojego pozytywu. Wy tez podczas robienia zdjęć najpierw otrzymujecie negatyw, a dopiero potem pozytyw. Otóż przez tę analogię mogę z tobą łatwiej dyskutować.
Wiesz już, że materia to ten obszar rzeczywistości, w której odbijam siebie jako duchową naturę, ale początkowo materia odbija mój negatyw. To właśnie taki "szatan", który jest tak potężny jak Ja, ale ma tylko negatyw tej potęgi. Negatyw zatem nie tylko jest nie jasny. To, co u mnie jasne, dobre, piękne - w negatywnym odbiciu staje się ciemne, złe i brzydkie. Należy zwracać uwagę nie tylko na zewnętrzne jego cechy, ale również brać pod uwagę wpływ tych cech i negatyvme skutki jakie zachodzą w trakcie wywoływania "negatywu".
Otóż w momencie świadomego już odzwierciedlania rzeczywistości zdobyliście Moje odzwierciedlenie w sobie jako negatyw i pozytyw jednocześnie. Byliście niejako pomieszani w swoim odbiciu Mnie w sobie. Plan Mój bowiem, aby was powołać do życia i usynowić na swoje podobieństwo zakładał wasz wkład w akt stworzenia. To właśnie ta pula waszej woli twórczej w dochodzeniu do siebie i do Mnie drogą oczyszczania i doświadczeniami na poziomie materii. Chciałem was usynowić, ale nie chciałem wam niczego narzucać na siłę. Wbudowałem więc w wasze nasienie gen wolnej woli. Wola ta na początku waszego rozwoju nie była wolna, bo jak można coś właściwie rozwijać, jeżeli nie ma się o tym zielonego pojęcia, i jak wam dać od razu wszystko w tym zakresie?
Bylibyście wtedy niebezpieczmi dla samych siebie, jak zresztą nawet obecnie na waszym poziomie umysłu to czynicie - bawicie się energią atomową jakby to było tylko takie nieważne eksperymentowanie i nie przynosiło negatywnych skutków łącznie z zagładą Ziemi i ludzkości.
Wracajmy jednak do poprzednich rozważań o komputerze, który może być zaprogramowany na doskonalszy obiekt niż wasz mózg. Co Ja takiego włożyłem do waszego biokomputera (mózgu), jaki jest ów potencjał, który niesiecie?
Otóż pozwoliłem wam właśnie rosnąć na drodze rozwoju i doskonalić się poprzez pracę na różnych płaszczyznach dojrzewania w materii. Można było to nazwać wolą twórczą. Wy nie wiecie na czym to istotnie polega, tak by ująć to w informację dla komputera. Otóż wola twórcza to siła ukierunkowana na rozwój. Siła ta w waszym pojmowaniu woli to siła dążenia. Ale jaka to siła? To siła duchowa, nie materialna, bo materia jako forma energii sama z siebie tej siły nie wygenerowała. Jak zatem możecie w programie dla komputera zawrzeć siłę duchową, w którą nie wierzycie? Jak wam to umożliwić w zakresie waszego rozwoju w technice wtedy, kiedy poszukujecie rozwiązań doskonalących pracę komputera wyłącznie w sferze rzeczywistości materialnej?
Zamknęliście sobie u Mnie sami "bank informacji" i to cały problem. Kiedy bank kredytowy zamykacie (to tylko przenośnia) macie kryzys; w tym przypadku występuje kryzys w dziedzinie rozwiązań elektronicznych i technicznych. Dochodzicie do pewnej granicy swoich możliwości tworzenia tego, co teoretycznie macie w pewnych ramach wyznaczone. Dzięki Bogu, że macie jeszcze "tęgie głowy" - Nobel się wam o to postarał, aby ten i ów na swoją własną rękę w poszukiwaniu prawdy przywoływał Mnie w sobie, żeby ze Mną podyskutować, nie zawsze zresztą świadomie. Ja wtedy jako Mistrz chętnie podpowiadam, co i jak należy uczynić, aby uchylić rąbka prawdy.
Dyskusje fizyków, matematyków i niektórych filozofów nie ograniczają się wyłącznie do czterowymiarowego świata materii, ale otwierają się na wielowymiarowy świat ducha. Na podstawie swoich badań i wiedzy intuicyjnej stwierdzają, że subtelny świat ducha istnieje, że jest pierwotny, i że w nim właśnie zawarta jest cała potęga wiedzy.
Na przykład Sedlak napisał traktat o próżni, w którym stara się udowodnić, że świat w rzeczywistości materialnej ma swoją kolebkę w próżni, która jest pełnią, czyli potencjałem dla całego rozwoju życia. Takie stwierdzenia są dla was do przyjęcia, ponieważ tylko między wierszami zaznacza ślad "spirytusu", czyli ducha.
Miejcie odwagę mówić o Duchu, Duszy i Bogu. Dlaczego wstydzicie się mówić o Mnie i o Moim istnieniu? Czyżbyście odzwierciedlali Mój wstyd, że takich was stworzyłem? A może jesteście zawstydzeni tym, że macie Ojca? No, no, bywa i tak. Może zastanowicie się, dlaczego wstydzicie się często Mojego i swojego ojcostwa? Każdy normalny człowiek według waszych określeń nie wstydzi się ojca - jeżeli jest on wspaniały i wart szacunku i miłości. Czy waszym zdaniem Ja nie jestem tego wart?
Dlaczego ludzie często wstydzą się o Mnie mówić? Chociaż to ci właśnie najczęściej myślą o Mnie z pewnym niepokojem, a w chwilach niepokoju, a zwłaszcza nieszczęścia - wołają Mnie na ratunek. Ujęliście nawet w słowach taką sytuację: "Gdy trwoga to do Boga".
Może jednak zawrócisz do dyskusji nad pracą komputera. Komputer szereguje dane w systemie dwójkowym: tak - nie. Pamiętasz, jak pouczał Jezus ludzi jak mają dokonywać wyboru w zakresie dobra i zła. Mawiał: tak, tak, nie, nie. Wy w swoim rozumowaniu i wyborze danych macie inny system: "może tak. może nie". Wasz proces myślowy na obszarze waszego poznania charakteryzuje wysoki stopień niepewności odnośnie wyboru prawidłowych zachowań i informacji. Można powiedzieć, że wprowadzacie analizę wstępną danych. Prawdopodobieństwo błędu to wasza obrona przed porażką, jako że nikt z was nie lubi przegrywać, a ta cecha to też odzwierciedlenie Mojej cechy w waszym negatywie.
Ile zatem jeszcze negatywnych odzwierciedleń Mojej postaci w was? Jak długo nie zdobędziecie pozytywów Moich cech, tak długo będziecie błądzić w swoim życiu i cierpieć na swojej drodze rozwojowej. Doszliście nawet do zupełnego zwątpienia, że w ogóle kiedykolwiek dojdziecie do Prawdy Absolutnej. A skąd takie stwierdzenie, skoro nie wierzycie w prawdę absolutną Mojej obecności? Bo Ja jestem - Prawdą Absolutną


zródło: .http://nautilus.org.pl/?p=artykul&id=2399

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz