niedziela, 8 stycznia 2012

Martwe ptaki spadały z nieba na ziemię. W tym czasie „wariował kompas”.

Autor: FN     Źródło: The Times, Reuters, onet.pl  


Sprawa została szczegółowo opisana w  dzienniku „The Times” i dotyczy czegoś, co nazywamy „fenomenem martwych ptaków”. Ludzie z Beebe w amerykańskim stanie Arkansas na zawsze zapamiętali sylwester 2010 roku jako dzień, który przyniósł im niekoniecznie pożądaną medialną sławę i zaowocował proroctwami nadciągającej apokalipsy. Tajemnicza śmierć pięciu tysięcy kosów, które spadły tamtej nocy z nieba, skutkowała dwunastoma miesiącami teorii spiskowych oraz filmem dokumentalnym dla kanału "National Geographic". Gdy zbliżał się 31 grudnia 2011 roku, mieszkańcy Beebe odczuwali zrozumiały niepokój. I wówczas wszystko zdarzyło się na nowo.
 
Jeden z ptaków, które spadł na Beebe, fot. Reuters




Ptaki zaczęły spadać z nieba akurat, kiedy w miasteczku rozpoczynały się zabawy sylwestrowe 31 grudnia 2011. Policja podaje, że pierwsze zgłoszenia telefoniczne w tej sprawie odebrano tuż po godzinie 19. Wtedy też miejscowa stacja telewizyjna doniosła na antenie, że setki ptaków spadają na ziemię.


Jacob Landrum powiedział w wywiadzie dla kanału stanowego KTHV, że jechał przez środek miasteczka w kierunku kościoła, kiedy zaalarmował go widok spadających kosów.
Leżały na całym parkingu i na drodze – opowiada. – To trochę dziwne, że coś takiego zdarza się dwa lata z rzędu.
 Jedna z najbardziej popularnych teorii wysnutych po zeszłorocznej ptasiej katastrofie głosi, że przyczyną były fajerwerki. Niektórzy zoolodzy sugerowali, że hałas i jasne rozbłyski światła z kilku pokazów ogni sztucznych, jakie odbyły się w okolicy z okazji Nowego Roku przeraziły i zdezorientowały zwierzęta. Kiedy tylko pojawiły się doniesienia, że ptaki znowu rozbijają się o ziemię, komisariat policji Beebe zarządził natychmiast prowizoryczny zakaz odpalania sztucznych ogni. Sześciu funkcjonariuszy będących wówczas na służbie wsiadło do samochodów patrolowych i objechało miasteczko, przerywając imprezy i szukając rac.
 – Musieli powstrzymać ludzi przed odpalaniem kolejnych – wyjaśnia Jeremy Weeks, policjant z Beebe. Przyznał jednak, że nie jest powiedziane, że zakaz pokazów pirotechnicznych w jakikolwiek sposób pomógł.
Nie mam pojęcia, dlaczego ponownie do tego doszło – stwierdził. – Jadąc do pracy widziałem na ziemi dziesiątki ptaków.


Paul Begley, pastor z kościoła baptystów w Indianie ma swoją własną teorię.
Byłem w programie na żywo, opowiadając o proroctwach zapowiadających koniec świata – powiedział. – I w tej samej chwili ptaki zaczynają znowu spadać martwe z nieba. Gdzie jest Stephen King? Nawet on nie potrafiłby napisać takiego scenariusza – to dzieło Boga.


Przyczyną nie są fajerwerki – dodał. – Gdyby tak faktycznie było, to co roku 4 lipca (amerykański Dzień Niepodległości, tradycyjnie świętowany hucznymi pokazami ogni sztucznych) wszystkie ptaki co do jednego spadłyby na ziemię.
 Jak dotąd nie wiadomo jeszcze dokładnie, ile zwierząt straciło życie w tym roku, ponieważ trwa operacja sprzątania szczątków. Horace Taylor z samorządowego wydziału do spraw zwierząt potwierdził tylko, że jego pracownicy zabrali jak na razie ponad 80 martwych osobników.
 Autopsje przeprowadzone w zeszłym roku na próbce martwych kosów przez komisję do spraw bydła i drobiu stanu Arkansas ustaliły, że u zwierząt doszło do "ostrych urazów fizycznych", co sugeruje, że straciły życie na skutek zderzenia z ziemią, a nie w locie. Nie znaleziono żadnego śladu trucizny ani czynników chorobotwórczych, przez co teorie na temat przyczyn tego zdarzenia mnożyły się w nieskończoność.
 I teraz najciekawsze. Jeden z mieszkańców Beebe, Kevin McKinnley twierdzi, że w sobotni wieczór musiało zajść coś zupełnie innego. – Fajerwerki wybuchające cały dzień i noc to nie problem – powiedział stacji KTHV. – Ale kiedy ptaki zaczęły umierać, miałem akurat na wierzchu kompas. Zupełnie oszalał. Igła kręciła się w kółko i nie mogła znaleźć północy.
 Autor: Nico Hines
Źródła: The Times


W Bazie FN mamy pełną dokumentacją zjawiska fascynującego i zarazem przerażającego, które roboczo, choć nie do końca trafnie, nazwaliśmy „fenomenem martwych ptaków”. Mamy zapisy audio i wywiady ze świadkami tego zjawiska z terenu Polski, które wymagały by „przełożenia na multimedia stron FN”. Ale po kolei.
 Na czym polega fenomenalne zjawisko „martwych ptaków”?
 Najlepiej opisze to historia, która miała miejsce pod koniec grudnia 1983 r. w okolicach Radziejowa (kujawsko-pom.) Tam przed oczami przerażonych świadków rozegrała się scena, która na zawsze zapadła im w pamięć. Oto w powietrzu leciało stado ptaków z rodziny krukowatych. Ptaki leciały w powietrzu na wysokości kilkunastu metrów, po czym.... uderzały w niewidzialną barierę i spadały martwe na ziemię! Zginęło w ten sposób ponad 300 (!) ptaków.
 Wyglądało to tak, jakby w powietrzu ktoś ustawił niewidoczną, metalową kurtynę, której te biedne zwierzęta nie widziały i która okazywała się dla nich śmiertelna. Świadkowie opisywali, że ptaki zlatywały na dół niczym wzdłuż „niewidzialnej ściany”. Widok przerażał, zapierał dech w piersiach, obezwładniał. Przerażenie było tak wielkie, że nawet miejscowy ksiądz został poproszony o odmówienie modlitwy w miejscu, które wydawało się wręcz przeklęte. Ciekawe, że kilka godzin później ptaki bez problemu pokonywały ową „niewidzialną ścianę” i swobodnie latały nad tamtym miejscem. Jak wyjaśnić owo zjawisko? Jest kilka hipotez, ale o nich za chwilę. Najpierw odnotujmy to, co wydarzyło się na Wyspach Brytyjskich w 2010. O tym poinformował nas czytelnik stron FN.
 Tajemnicza śmierć ptaków. Ponad 100 spadło z nieba
 Wyglądały na sparaliżowane strachem.
 Wieczorem na podjazd domu w spokojnej okolicy w Somerset w Wielkiej Brytanii runęło stado szpaków. Nadal nie wiadomo, co było tego powodem - informuje news.com.au.


To wyglądało tak, jakby ptaki po prostu spadły z nieba - opowiadają świadkowie. - Wyglądały na sparaliżowane strachem - dodają. Większość ptaków zginęła na miejscu. Wyglądały makabrycznie: miały połamane nogi, potrzaskane dzioby. Kilka z nich zdołało jednak przeżyć upadek, zaopiekowały się nimi służby weterynaryjne. Ich obrażenia są jednak tak ciężkie, że prawdopodobnie trzeba je będzie uśpić.
 Jak doszło do tego makabrycznego zdarzenia?
 Weterynarze twierdzą, że ptaki były zdrowe, nie znaleziono żadnych w ich ciałach żadnych toksycznych substancji. Możliwe, że uciekały przed drapieżnikiem, na przykład krogulcem, były jednak zbyt blisko ziemi i robiąc unik, po prostu się o nią roztrzaskały - przyznał jeden z pracowników organizacji zajmującej się ochroną zwierząt - RSPCA.
Przyznał jednak, że nigdy czegoś podobnego nie widział. To już kolejny tajemniczy przypadek masowej śmierci ptaków, które runęły na ziemię. W 2007 roku tysiące wron, miodojadów i gołębi spadło na ziemię w Esperance na zachodzie Australii. Kilka tygodni później, po przeciwnej stronie globu - w Austin w Teksasie zginęły w ten sposób dziesiątki gołębi, wilgowron i wróbli.


Źródło: http://nautilus.org.pl/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz