niedziela, 30 września 2012

Polowania na wampiry powróciły. Ludzie znów przeraźliwie się ich boją



Polowania na wampiry powróciły. Ludzie znów przeraźliwie się ich boją


Określa się ich mianem krwiopijców. Nieposkromiony apetyt na posokę sprawia, że uznawani są za trudnych do okiełznania drapieżców. Literatura od dawien dawna stara im się przyprawić wizerunek kochanków - istot samotnych, tragicznych, nieszczęśliwych, poszukujących swojego miejsca na bożym świecie. Prawda jest jednak taka, że nie zawsze mają one powierzchowność i maniery Edwarda Cullena - bohatera sagi "Zmierzch". Skąd to wiadomo? Wystarczy zapytać mieszkańców położonej w Bułgarii wsi Wyrszile, gdzie wiara w wampiry jest wciąż żywa.

Wielu antropologów kultury poruszonych jest fenomenem miejscowości położonej nieopodal Morza Czarnego. Wszystko przez to, że jej rezydenci uwierzyli w to, iż żywiące się krwią mroczne postacie żyją pośród nich. Odpowiedzialność za powrót demonów, które były "martwe", ale "odżyły", ponoszą prawdopodobnie archeolodzy. Jak to możliwe? Wyrszile do niedawna była jedną z tysięcy wiosek, gdzie ludzie żyli niespiesznie, zajmując się od świtu do zmierzchu swoimi obowiązkami. Dawno zapomnieli o przesądach i wierzeniach swoich przodków, którzy prowadzili zakrojoną na szeroką skalę walkę z istotami, których głównym atrybutem są długie kły pojawiające się, gdy próbują wbić się w czyjąś szyję. Teraz znów ogarnął ich strach.






Edward Cullen, Paulo Coelho wśród wampirów.(fot. AP)

Archeolodzy, którzy w wielu zakątkach Bułgarii, w tym i w regionie Wyrszile, prowadzili prace wykopaliskowe, podczas których wydobywali szczątki ludzi posądzanych w przeszłości o wampiryzm, sprawili, że wielu znów zaczęło wierzyć w istnienie krwiożerczych bestii o mrocznym rodowodzie. Ludzie znów zaczęli interesować się swoją historią i stali się bardziej podejrzliwi wobec obcych, którzy nawiedzają ich wieś, a także swoich, którzy zaczynają się nagle dziwnie zachowywać.

Badacze, którzy zaangażowani byli w prace wykopaliskowe, istotnie odnaleźli wiele śladów wskazujących na to, jak bardzo zażarta była walka z wampirami jeszcze kilka pokoleń temu. Z jednostkami, które zdradzały niepokojące objawy, nie przebierając w środkach, obchodzono się w sposób zdecydowany, przyprawiający dziś o ciarki. Wskazuje na to kilka z ostatnich odkryć. W klasztorze położonym w Wielkim Tyrnowie zlokalizowano niedawno leciwy grobowiec. Znajdowały się w nim szczątki mężczyzny, który zginął śmiercią okrutną. Pochodząca z XVIII w. mogiła zawierała szkielet człowieka, który rozstał się z życiem w wieku 30 lat. Domniemany wampir został przytwierdzony do ziemi za pomocą żelaznych haków. Aby maksymalnie zneutralizować niebezpieczeństwo, nie oszczędzono na materiałach - jeden z haków umieszczono w rejonie klatki piersiowej, a trzy kolejne w nogach. W jego dłoniach znaleziono zawiniątko wypełnione złotymi monetami - poinformował tygodnik "Forum", powołując się na doniesienia czasopisma "Le Nouvel Observateur".


Dwa pochodzące ze średniowiecza szkielety ludzi, przebite kawałkami żelaza, aby uniemożliwić przemianę w wampiry, zostały znalezione niedawno w bułgarskim mieście Sozopol, w pobliżu Burgas, nad Morzem Czarnym. (fot. AFP)

Równie mroczne odkrycia stały się udziałem archeologów, którzy swoje prace prowadzili w niegdysiejszej świątyni obrządku prawosławnego w Sozopolu. Tam natrafiono na szkielety dwóch osób, które zostały pozbawione zębów - tych charakterystycznych dla istot pokrewnych hrabiemu Drakuli.

 Znalezisk takich, jak te, których dokonano w dwóch bułgarskich miejscowościach, jest znacznie więcej. W całej Bułgarii zidentyfikowano już szczątki ok. stu osób, które podejrzewane były o wampiryzm. Wraz z dokonywaniem kolejnych odkryć, wśród mieszkańców wielu miejscowości narasta przekonanie, że działania polegające na unieszkodliwianiu zagrożenia, jakie stanowią wampiry, jest ze wszech miar godne naśladowania. W wielu zakątkach Bułgarii rozpoczęto "polowania na czarownice"; na wszelkie możliwe sposoby próbuje się też identyfikować potencjalne niebezpieczeństwo. Miejscowością, która odzwierciedla tendencje rozpościerające się na obszarze całego kraju, jest wspomniane już Wyrszile. To stamtąd pochodzi Bogdana - młoda blondynka, która jest prawnuczką mężczyzny, który został posądzony o wampiryzm i zamordowany przez rozjuszały tłum. Kobieta już od dłuższego czasu zabiega o rehabilitację krewnego. Na razie bezskutecznie. Co gorsza, coraz częściej ludzie także na nią spoglądają podejrzliwym wzrokiem. Ona sama, mimo że czuje się coraz mniej bezpieczna, nie ustaje w walce o przywrócenie dobrego imienia swojemu bliskiemu.


Wład Palownik zwany też Drakulą (rum. Vlad Țepeș, lub Vlad Draculea). Był drugim synem Włada Diabła ("Dracul"), który należał do Zakonu Smoka ("Draco") powołanego przez Zygmunta Luksemburskiego do obrony chrześcijaństwa przed rosnącym w potęgę Imperium Osmańskim. Postać Vlada Tepesa "ożyła" dzięki książce Brama Stokera pt. "Drakula", gdzie transylwański hrabia - już jako wampir - rozpoczął swoją karierę w kulturze popularnej. (fot. wikimedia commons)


Pradziadek Bogdany, Stanko, przybył do Wyrszila dawno temu i od początku - niesłusznie, jak twierdzi dziewczyna - podejrzewany był o niecne knowania. Lokalna społeczność podejrzewała, że może być wampirem. Ludzie, widząc go, ryglowali drzwi i okna. Jego szlachetne intencje, które starał się potwierdzić, m.in. poprzez bezinteresowną pomoc mieszkańcom, na niewiele się zdały. Trudno było mu zerwać z wizerunkiem typa spod ciemnej gwiazdy. Co gorsza, potem ożenił się z Mileną, miejscową wdową. Ale kobieta zmarła wkrótce w tajemniczych okolicznościach. Padły też krowy, które kobieta wniosła w posagu. Tego było za wiele. Stanko ostatecznie został uznany za wampira - miejscowi zagnali go do lasu, gdzie skatowali, a potem przebili żelaznym prętem i podpalili. Zgodnie z przekazami, kiedy podłożyli pod nim ogień, mężczyzna jeszcze żył. Jego szczątki zostały potem rozsiane w lesie.

Zdaniem badaczy, ten sam lęk, który prześladował mieszkańców Wyrszile w czasach pradziadka Bogdany, ogarnął ich także teraz. W przeszłości obawiano się m.in.: dzieci, które umarły, zanim zostały ochrzczone; tych, którzy byli nieszczęśliwie zakochani i nagle odeszli; osób, które unikały wizyt w świątyni; a także tych, którzy pomarli w czasie wielkich epidemii i nierzadko chowani byli żywcem. Ale tak naprawdę, jeszcze pod koniec XIX w. w kręgu podejrzeń mógł znaleźć się każdy. Dosłownie każdy mógł zostać potencjalnie zawładnięty przez ciemną stronę mocy. Kiedy wzrastało prawdopodobieństwo, że zmarły stał się wampirem lub wkrótce przepoczwarzy się w żądną krwi bestię, stosowano całą serię środków, które miały zniwelować ryzyko - umarłych składano w trumnach na wznak, przebijano im pierś i wkładano do grobu rekwizyty o charakterze religijnym. Kiedy wobec jakiegoś zmarłego nie zastosowano podobnej procedury, a po czasie okazywał się on wampirem, natychmiast przebijano go kołkiem i odprawiano obrzędy religijne.

 
 
Jak utrzymują eksperci, wiele z tych wierzeń zaniknęło na początku XX w. i gdyby nie archeolodzy, tak mogłoby pozostać na zawsze. Teraz znów w wielu miejscowościach podobnym Wyrszile zagościł strach. Ponownie nastała moda na wampiry, ale przenika się ona z realną obawą, że gdzieś za rogiem czaić się może demoniczna istota. Dlatego wiele osób zaczęło polować na krwiopijców. Popularnym sposobem poszukiwania upiorów stało się wizytowanie cmentarzy. Odpowiedź na nękające obawy przynieść bowiem może - zgodnie z lokalnymi wierzeniami - dogłębna analiza struktury grobowców.

Wszelkiego rodzaju pęknięcia na nagrobkach czy nawet nierówno ułożone płyty nagrobne mogą sugerować, że dana kwatera nie jest miejscem spoczynku zmarłego, ale domem wampira. Kiedy mogiła zostanie w ten sposób zidentyfikowana, mieszkańcy rozpoczynają procedurę, podczas której upewniają się, czy umarlak uznany za krwiopijcę nie ma we wsi spadkobierców, którzy mogliby odziedziczyć jego skłonności. Dlatego podczas poszukiwania wampirzych grobów, wielu robi to z drżeniem serca, obawiając się, że któryś z odkrytych nagrobków, niosących znamiona grobu wampira, okaże się należeć do ich przodka.





Jessica Hamby, jeśli wszystkie wampiry wyglądałyby tak jak ona, w przypadku ataku poddawalibyśmy się bezwarunkowo. (fot. AP)

Czy powracająca do Bułgarii wiara na wampiry będzie trwać? Nie wiadomo. Warto wspomnieć, że w sąsiedniej Rumunii, słynącej z bogatej wampirzej tradycji, upiorów tych już nikt się nie lęka. Jak wspomniał tygodnik "Forum", bazując na publikacji magazynu "Le Nouvel Observateur", tam Wład Palownik, który rozsławiony został jako Drakula, nie jest już zmorą, ale... bohaterem narodowym.


źródło: LINK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz