niedziela, 7 października 2012

Likantropia - fakt czy fikcja?




 
Termin likantropia (ang. lycanthropy) powstał ze zbitki dwóch greckich wyrazów: lykoi (wilk) i anthropos (człowiek). W średniowieczu w sądowych aktach aż roiło się od procesów wilkołaków, u których dopiero w późniejszym czasie zaczęto dopatrywać się choroby psychicznej. Zbrodniarzy-wilkołaków osądzano jako psychicznie chorych i odsyłano ich do przytułków i szpitali dla obłąkanych. Chory na likantropię nazywany jest likantropem.

Określenie to posiada trzy znaczenia. Pierwsze z nich odnosi się do innej nazwy odpowiadającej wilkołactwu. Często wilkołaków bowiem nazywa się likantropami. Obu nazw używa się zamiennie. Jednak drugie znaczenie dotyczy o wiele szerszej problematyki. A więc likantropia jest to nie tyle wilkołactwo, co choroba-zaburzenie psychiczne. Cierpiący na tą przypadłość człowiek jest przekonany o tym, że jest wilkiem lub innym drapieżnym zwierzęciem - najczęściej najgroźniejszym w danym regionie, bądź wierzy, że przemienia się w określonym czasie w to zwierzę. Jak w wielu innych dolegliwościach, zdarzają się wyjątki i wtedy niekoniecznie jest to zwierzę agresywne.

Chory na likantropię twierdzi, że widzi na własne oczy jak jego skórę pokrywa sierść, paznokcie zmieniają się w szpony, a zęby w ostre kły, pomimo, że nie zmienia on w rzeczywistości kształtu. Po domniemanej przemianie, która odbywa się w większości przypadków w nocy, podczas pełni księżyca, wychodzi na dwór, wyje do księżyca i chodzi "na czterech łapach". Jest wtedy równie niebezpieczny, jak prawdziwy wilk, gdyż wierząc iż jest zwierzęciem i naśladując jego zachowanie, może posunąć się nawet do zabójstwa. Tym bardziej, że zazwyczaj nie poznaje wtedy nikogo, nawet spośród swojej najbliższej rodziny.

Likantropię melancholijną opisano w następujący sposób:
Nie ma najmniejszej wątpliwości, że osoby te dręczone były owym rodzajem Melancholii, którą Arabowie nazywają >>Chatrab<<, od nazwy pewnego małego żyjątka, które pływa tu i ówdzie po wodzie niesione jej niespokojnym ruchem. (...) Grecy mówią o tej chorobie >>lycanthropia<<, czyli przemiana człowieka w wilka: niektórzy, począwszy od Marcellusa, używają terminów >>melancholia<<, jak również >>wilcza choroba<< lub >>wilczy obłęd<<. Ludzie dotknięci ową chorobą, wyziewami czarnej żółci, wierzą, że zostali przemienieni w psy lub wilki. Z tego powodu wychodzą z domu, głównie w nocy, naśladując we wszystkim i na wszystkie sposoby wilki i psy." * Likantropię opisał także Priori, pisząc o wierzeniach 
 włoskiej ludności, gdzie wilkołactwo traci swój demoniczny wymiar i nabiera charakteru patologii: "(...)>>wilkołak<< oznacza człowieka-wilka. Nazwa odnosi się do urojenia, które sprawia, że chory uważa, iż został zamieniony w wilka, i z tego względu zmuszony jest błąkać się nocą, wyjąc, dopóki nie znajdzie wody, w której może się zanurzyć i powrócić w ten sposób do postaci ludzkiej. Z tego powodu rodzina nieszczęśnika powinna trzymać za wejściowymi drzwiami miskę z wodą, aby wracając, ci, którzy nie zdołali zanurzyć się w wodzie podczas nocnej wyprawy przez pola, mogli w niej się zmoczyć i odzyskać swoją ludzką osobowość aż do następnego nawrotu choroby.
 Jeszcze inaczej likantropię tłumaczy się jako stan przemienienia w zwierzę za pomocą magii lub magicznych substancji.
 Co jest przyczyną likantropii? Powstało na ten temat wiele teorii. Jedna z nich była opublikowana w pracy Roberta Burtona (1621r.), zakonnika i scholastyka, dotyczącej likantropii jako formy obłędu. Nosiła nazwę "Anatomia melancholii". Autor winił za nią wszystko - od czarostwa aż po złą dietę, niezdrowe powietrze, bezsenność i brak ruchu. Także "na chłopski rozum" prawie każdy z nas mógłby w dzisiejszych czasach zachorować na "wilczy obłęd".
 
Jeśli zaś chodzi o jej leczenie, to pojawiają się różne, czasem dziwne przepisy:
(...) Wielu lekarzy wierzyło, że nadmierna melancholia prowadzić może do obłędu, halucynacji i złudzeń. Pewien doktor rekomendował leczenie osób cierpiących na likantropię za pomocą kąpieli, leków przeczyszczających, puszczania krwi oraz odpowiedniej diety, a nawet, w celu uzyskania pewnej równowagi i uspokojenia, wcierania w nozdrza opium. (...)
 W niektórych filmach fabularnych (i nie tylko filmach) populare jest porównywanie do likantropii miłości. Wydać się może, że tak szlachetne i romantyczne uczucie jak miłość bardziej prawdopodobnie powinno być porównywane do kwiatu róży, serc, czerwieni itd. Jednak w porównaniu miłości do likantropii kryje się odniesienie do tęsknoty i obłędu, którego doznaje niejedna zakochana osoba: Miłość nie jest chorobą, lecz przekształca się w nią, kiedy opanowuje myśli - pisze Inhazm, teolog muzułmański - że osoba dotknięta miłością nie chce być wyleczona, a miłosne fantazje zaburzają oddech i przyśpieszają tętno. Miłosna melancholia, tak jak likantropia, wywołuje wilcze zachowania u swych ofiar. Wygląd kochanka zaczyna się zmieniać, wkrótce psuje się wzrok, wysychają wargi, a twarz pokrywa się krostami, strupami, bliznami przypominającymi ukąszenia psa. Chory dokonuje żywota grasując nocami po cmentarzach niczym wilk.
 W dzisiejszych czasach przypadki zachorowań na likantropię są rzadkością, ale jednak nadal występują.
Źródło: LINK

5 komentarzy:

  1. Pewnie kiedyś ludzie nie byli jeszcze tak rozwinięci w zakresie nauki, jak teraz my jesteśmy i uważali to za siły nadprzyrodzone. Tak naprawdę wychodzi na to, że wilkołaki nie istnieją, jest to jedynie przykra choroba. Ale tak to już jest, że gdy czegoś nie znamy, przypisujemy to siłom wyższym.

    OdpowiedzUsuń
  2. Każdy z nas ma coś ze zwierzęcia. Niektórzy potrafią to wydobyć z głębi siebie, wtedy dzieje się coś naprawdę interesującego.

    OdpowiedzUsuń
  3. A inni potrafią to w sobie tłumić i wtedy nie mają miejsca straszliwe rzeczy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Inni o tym nie wiedzą, dlatego jest to tłumione. Czasami się to ujawnia samoczynnie, ale nikt nie podejrzewa, że to właśnie "to".

    OdpowiedzUsuń
  5. Czy wilkolak to demon?

    OdpowiedzUsuń