środa, 10 kwietnia 2013

CZŁOWIEK I BÓG





Człowiek i jego relacje z Bogiem; wszystko zależy jaką indoktrynację religijną otrzymał w młodości; czy intelektualne zrozumienie natury i naszej własnej istoty, czy ideę Boga osobowego a może wiarę w nieistnienie Boga? Każde z tych wierzeń powoduje pewne ograniczenie ludzkiego rozumu i każdy człowiek będzie rozumiał naturę Boga po swojemu.




Osobiście dla mnie w dalszym ciągu pytanie: kim jest Bóg i jaka powinna być droga do Niego jest jednym z najtrudniejszych pytań na świecie. Nie mogę na to pytanie odpowiedzieć ot tak po prostu, ponieważ zdaję sobie sprawę, że mój umysł jest zbyt mocno ograniczony, Bóg dla mnie jest zbyt obszerną przestrzenią bytu i niebytu a ja nie jestem w stanie zrozumieć całego Wszechświata.




Ciągle jestem na pozycji małego dziecka, ciągle brakuje mi wiedzy na wiele tematów, mimo że przeczytałam setki książek, rozmawiałam z ludźmi z różnych kościołów, kultur, bardziej i mniej wyedukowanych, uduchowionych, mówiących różnymi językami, którzy mieli wspaniałe zaangażowanie ku Bogu.




Co widzę i co napawa mnie zdumieniem – Wszechświat cudownie zorganizowany, określony kosmicznym prawem, ale to wszystko nadal widzę mgliście. Nadal mój ograniczony umysł nie może pojąć tej tajemniczej siły, która trzyma w swoich garściach wszystkie gwiazdozbiory, których nawet wyrafinowane umysły filozofów i naukowców nie potrafią wyjaśnić. Inna sprawa to zasady moralne potrzebne do uszlachetniania człowieka: życie, dobro, prawo dawcy, biorcy, wszystko co pracuje w oparciu o nagrody i kary.




Czy mamy w życiu być aż tak pokorni, że inni mogą z nami zrobić co chcą, czy mamy żyć tak aby poczuć na sobie ciężar wszystkich łańcuchów i kajdanów, porzucić jakąkolwiek walkę … a może jednak lepiej będzie zawalczyć o siebie, własne życie, zmienić jego perspektywy?




Czy w obecnej sytuacji, w strukturach tego świata możemy na Ziemi żyć w pokorze i pięknej harmonii? To jest naprawdę potężne wyzwanie ... patrzeć każdego dnia na całe to zło jakie nas obecnie otacza i milczeć! To jest nawet ponad spokojne umysły świętych ....


Oczywiście, mocno wierzę i mam nadzieję, że kiedy będę żyć w zgodzie z kosmicznym prawem, będę czynić dobro, wyeliminuje ze swojego życia zło i kiedy nawet będzie mi brakować zrozumienia w kwestii Boga, będę mieć wątpliwości co do Prawd różnych religii, kiedy potężna wiedza o istnieniu Boga nie będzie mogła do mnie przeniknąć do końca … ponieważ zawsze człowiek jest owiany jakąś jej tajemnicą, nawet wówczas kiedy obserwuje bardzo uważnie prawa natury, ale kiedy nie doprowadzę do konfliktu z Bogiem, to wierzę, że On mnie nie odrzuci. To może uczynić tylko człowiek, nawet ten bardziej uduchowiony, w odczuciu ludzi – mocniej dojrzały, wartościowy, który zna wiele nauk.




Bóg pomimo że jest tajemniczy nie wytwarza w człowieku poczucia lęku, doświadcza zupełnie czymś innym: prawdą, która nawet nie pochodzi ze strefy religijnej, której nauki zazwyczaj są ślepe. Wcale to nie znaczy, że człowiek religijnie oświecony wyzwala się ze swoich pęt, łańcuchów … i wcale to nie znaczy, że osoba szukająca Boga na swoją rękę, tworząca w sobie potężne duchowe wartości i ciągle rozszerzająca własny efekt według własnych prawd musi na swojej drodze błądzić, ponieważ jej doświadczenia duchowe są nie do przyjęcia przez innych ludzi, którzy nota bene nie mają żadnych osobistych doświadczeń w tym temacie. Najczęściej tacy samotni poszukiwacze popadają w konflikt z innymi ludźmi, którzy widzą ten świat i Boga w zupełnie inny sposób, zazwyczaj poprzez z góry ustalone szablony.




Według moich przekonań, wszystkie religie posiadają swoje prymitywne przesądy, każdą kształtuje nie tylko system wierzeń lecz również polityka i propaganda. Każda religia daje nam do ręki swoje instrukcje i człowiek musi się do nich dostosować, chociaż jego serce pulsuje w inny sposób.




Jeśli człowieka myślenie i uczucia zbaczają z religijnej drogi spotykają go od religijnych grup obelgi, ataki, często zbyt okrutne, które nie mają nic wspólnego z Bogiem. Jakże często takiego człowieka odpycha jakaś grupa społeczna, i pytanie, czy to jest zgodne z Prawem Boskim? A może to tylko przejawia się charakter nazistów, który pod egidą jakiegoś kościoła tłumią prawdy do własnych celów?




I podziwiam ludzi, którzy mają odwagę i upór bronić własnej prawdy i wolności moralnej własnego systemu wierzeń, ponieważ każdy z nas ma swoje osobiste doświadczenia, mistyczne zdarzenia, choćby takie jak doświadczenie śmierci, kiedy objawiają się mu obce światy, które do tej pory były poza obszarem jego wiedzy. Musimy trwać przy własnej wierze, ale nie na zasadzie: bij, zabij, bo ja w to nie wierzę …. i jakże mam patrzeć na tych ludzi, którzy mówią, kochajmy naszych nieprzyjaciół, ale już przy pierwszym spotkaniu z nimi plują im błotem w twarz, siła nienawiści jest w nich dużo większa niż moc miłości … i na nic się zdaje 10 przykazań Bożych, niedzielne kazania, spowiedzi, pokuty i wybaczanie, kiedy ich serce bije inaczej, stąd bierze się wiele zbrodni, wypaczeń moralnych ... a jak często bywała to milcząca zgoda kościołów, poddawano niewygodnych wielkiemu ubojowi. Od kiedy to można zawierać taki pakt, równocześnie między Bogiem i szatanem? Kochać i nienawidzić.
 
Miłość Boga i człowieka to nie przetarg za wiarę człowieka, z góry ustanowiony pakt, w którym kościele mamy się modlić, w którym spotkamy się z Bogiem?




I czyje to jest pobożne życzenie: Boga czy tylko człowieka, który pragnie obuć mnie we własne buty, w dodatku według jego przekonań, doświadczeń, i jakim prawem może mnie wynagradzać czy karać, skoro Bóg dał mi Wolną Wolę? Czy to czasami nie przypomina indoktrynacji nas na potrzeby własne?




Nie wierzę w takiego Boga, który karze i wynagradza za przynależność do jakiegoś kościoła, w Boga, który ma do nas ciągle pretensje, chociaż dobrze wie, że człowiek to istota mała, krucha i niedoskonała, że brak mu wiedzy nie tylko na temat Boga ale i innych nadprzyrodzonych Prawd ... i jakże Bóg może nas za to karcić czy wpędzać w poczucie winy?




I jeszcze mam jedno pytanie, czy przed dwoma tysiącami lat świat i człowiek był do końca zły, niegodziwy a w obecnej dobie Chrystusowej mamy tylko miłość i piękny świat?




To w naszej epoce wyprodukowaliśmy najwięcej nędzy i zła od początku istnienia naszej planety, to już nie jest grzeszne życie tylko barbarzyńskiego świata tylko masowa nędza wszystkich społecznych grup bez względu na religijną przynależność. I kogo za taki stan rzeczy ma winić Wszechświat? Ten rządzi się wiecznymi i niezmiennymi prawami, to ludzie kopią sobie sami groby i tak dzisiaj często pod egidą miłości nienawidzą jedni drugich, cały czas podkreślając własne wartości, dogmaty, rytuały, idee, bez przerwy słyszymy …. ja, ja, ja … a cała reszta to nic warte stworzenia, które trzeba tępić.




A ja osobiście myślę, aby osiągnąć niebo nie muszę uczęszczać do żadnego kościoła, nie muszę słuchać żadnego człowieka aby poznać prawdę o sobie: czy jestem dobra czy zła, ponieważ mało jest dzisiaj ludzi obiektywnych, którzy chcą naszego dobra, a jeszcze mniej, którzy mówią prawdę i czynią dobrze. Znam uczucie miłości i nienawiści bo jestem człowiekiem i te wszystkie uczucia targają moimi zmysłami i to moje serce mówi mi, co jest dobre a co złe. Jeśli człowiek każdego dnia celuje w godność i życie drugiego człowieka nie ma w nim Boskich cech, służy szatanowi.




I tak szczerze mówiąc wcale nie obchodzi mnie to, że jakiś tam kościół czy człowiek popełnił straszne zbrodnie, i ja muszę z tego tytułu całe życie żyć w nienawiści, to już się dokonało a ja nie mam żadnego wpływu na to aby ten stan zmienić, ale w moich rękach leży to - bym ja takich rzeczy nie czyniła w teraźniejszości i przyszłości. Ważne abym nie siała nienawiści, nie niszczyła 10 przykazań Bożych, w których nie widzę żadnego zła i nie zachowywała się nieludzko w stosunku do innych.




Mój ojciec przeżył Dachau, do którego trafił za pracę w AK … był torturowany, pracował w kamieniołomach i śmierć zaglądała mu w oczy w każdej minucie … i co jest ciekawe, nigdy nie ział nienawiścią do swoich oprawców i nie zaszczepił jej swoim dzieciom. Nawet nie chciał nam opowiadać o swoich wojennych przeżyciach, miał takie swoje dni kiedy wyrzucał z siebie ból, szczególnie w dzień 30 kwietnia – rocznicę uwolnienia go z Dachau. Ale wówczas przeważnie płakał.




Ważne jest aby ustrzec się od nonsensów i głupoty tego świata a nie gonić jak owca na rzeż w swojej głupocie, czy to w działalności politycznej czy religijnym fanatyzmie, gdzie oczywiście nie obywa się bez wybuchów nienawiści. Osobiście na obie te grupy patrzę krytycznie, ponieważ obie stoją w poprzek mojej duchowej ścieżki i tłumią prawdy i wolność człowieka.




I mam wątpliwości do wszystkich prawd głoszonych na świecie, za dużo przy nich propagandy. Obecnie nie jestem już pod wrażeniem żadnej religii, chociaż na moje życie największy wpływ ma chrześcijaństwo, ponieważ jako dziecko od tej religijnej grupy dostałam instrukcje na dalsze życie, to słowa Biblii i katechizm pulsują mi w głowie, i nie ulega wątpliwości, wyryły w moim umyśle wielką pieczęć, ale nie założyła mi ona klapek na oczy i dobrze dostrzegam i inne prawdy w odmiennych kościołach, kulturach. Mam coraz bardziej otwarty umysł i nie zamykam się na nasz świat, wszystko biorę do ręki i przyglądam się temu uważnie. Szczególnie uważnie wnikam we wszystkie religie i głoszone w nich prawdy po przeżyciu własnych mistycznych doświadczeń, które pulsują w moim sercu. Mojemu sercu bliskie są wszystkie świetliste postacie, które żyły na Ziemi przede mną i nie ważne jaką praktykowały religię, to jednak widzę w nich Światło, Prawdę i Życie. Znajduje w nich podobne przeżycia do moich, na zasadzie, "jestem człowiekiem i nic co ludzkie nie jest nam obce", „homo sum, humani nihil a me alienum puto.” (łac.), chociaż modliliśmy się w różnych kościołach.


Fascynuje mnie nie tylko postać Jezusa Chrystusa ale i innych osób, którzy postrzegali większe prawdy niż przeciętni ludzie, którzy bez wątpienia mieli większe horyzonty świadomości i czuli Boga w podobny sposób. Nie były to nauki otrzymane w szkole czy kościele, mieli wrodzony zmysł kontaktowania się z Bogiem. To przede wszystkim oni przekazują nam największe prawdy, są naszymi nauczycielami i ileż muszą mieć w sobie anielskiej cierpliwości aby te prawdy wnieść w człowieka życie. I jest jeszcze jedna ważna rzecz, nauki wszystkich światłych ludzi zostały w pewnym stopniu sfałszowane, nie każdemu pasowały w takiej formie w jakiej zostały podane. Moim zdaniem w każdej religii znajdziemy prawdę i fałsz …. i nasza to głowa aby ten fałsz zdemaskować.




A od nas zależy jaki ideał wybierzemy w życiu, jakiemu przewodnikowi zaufamy, i popatrzmy na niego z pozycji: czy jest sprawiedliwy, czy kocha bliźniego, czy poda rękę potrzebującemu, nie wszczyna kłótni i bójek, czyni życie pięknym i radosnym, pełnym miłości, otwiera nas na Boga a my dzięki niemu stajemy się również tacy sami, prawi, uczciwi, tępimy zło i szanujemy dobro i całe życie.




Kiedy człowiek wypracuje swoje cnoty, jest uczciwi i czysty, jaką wybierze drogę do Boga, będzie to najprostsza i najkrótsza droga, ale to my sami musimy tą drogę przejść a przejdziemy ją jeszcze szybciej kiedy nie będziemy prześladować innych ludzi, często za ich inne poglądy, kulturę a nawet kolor skóry.




W czasie naszej wędrówki do Boga, kiedy człowiek kroczy tą właściwą ścieżką nagle postrzega, że ma coraz mniej siebie i coraz więcej siebie, jak to pięknie napisała do mnie Marysia … a to jest wielka sztuka, prostota wyrazu a nie złożoność postaci, niby ograniczenie ale które nie ogranicza, i właśnie ta prostota jest kluczem do blasku, do nieśmiertelności. Tylko w człowieku szczerym i uczciwym rozwija się własny potencjał.




Ważne by zawsze być sobą, wyrażać siebie, mieć wiarę w siebie i nie iść drogą powielając tylko innych ludzi, przede wszystkim należy szukać siebie. I nie troszcz się kto ma rację, kto jest lepszy, odrzuć myśli o nagrodzie. Tylko przez własną duszę można wzrosnąć, kiedy idziesz do oświecenia przestajesz istnieć jako „ty” wówczas twoja dusza łączy się w pustce z Duchem i wpływa zupełnie inaczej na twój umysł. Tworzy się energia, która ma Wielkiego Ducha i Wielkie Serce, inspirowani tą energią dołączamy do Boskiej Świadomości. Poprzez własne dążenie, własną drogę osiągamy ten odległy duchowy cel. Mając szacunek do życia wchodzimy w duchowy związek z Najwyższym Światem, stajemy się dobrzy i żywi.


Mniej siebie tym więcej siebie …
znaczy wzrastanie wartości jako istoty ludzkiej. Jeśli mamy poczucie wartości siebie jakie wynikają z naszych bogactw materialnych, sukcesów życiowych nigdy nie dowiemy się – kim jesteśmy …. niestety! I obawiam się, że ci ludzie nigdy nie wygrają gry w prawdziwe życie, ponieważ ta ma swoje zasady takie jak: piękno, radość, zdrowie, miłość, współczucie do wszystkich żywych istot. Im bardziej angażujemy się w proces odkrywania: kim jesteśmy, tym bardziej zaczynamy obserwować i poznawać własne wzorce umysłowe i emocjonalne, tym bardziej je akceptujemy i manifestujemy na zewnątrz - kim jesteśmy, ale nie tak aby narcystycznie zadzierać nosa lecz podejmujemy pracę w wewnętrznym procesie przemiany siebie, rozpoczynamy projekcje naszej nowej osobowości, która już jest pełna miłości, współczucia, i rozwija swoje wrodzone cechy i możliwości.
Jakże dużo ludzi myśli, że są już wysoko uduchowieni, a nawet mistykami, że wystarczy tylko przebudzić wyższy poziom świadomości i nie ma już potrzeby rozwijać się dalej. Wiele takich osób natychmiast rusza do pracy jako nauczyciele, duchowi doradcy. To jest coś na wzór świeżo przyjętego ucznia do seminarium nauczycielskiego, jeszcze nie zaczął nauki a już usilnie naucza innych. W mistycyzmie nie ma czegoś takiego, to źle pojęte wyobrażenie, przebudzenie na danym poziomie jest dopiero początkiem nowej nauki, nowej drogi, której jeszcze nie znamy i nie wiemy jak ona przebiegnie dalej, jakie spotkamy niespodzianki, przeszkody, wyzwania, czy im sprostamy …. w wyniku czego zaczynamy poznawać siebie. 

W chwili przekroczenia mistycznej granicy wpływa w człowieka czysta Energia Ducha, ta osoba staje się coraz bardziej zrównoważona i harmonijna, jest to często bardzo długi proces, dzięki czemu rozwija się w człowieku mądrość pochodząca z serca. Jeśli nie damy sobie dojrzeć, komunikacja z duchowością jest płytka i powierzchowna. Jeśli nie odkryjemy do końca: kim naprawdę jesteśmy ponownie zablokujemy przepływ Boskiej Energii, co wpływa ujemnie na nasz duchowy rozwój, nasze boskie impulsy stają się nieprzytomne. Mistyczna droga nie jest łatwa, nie można nabyć wiedzy o niej w żadnej ziemskiej szkole. To ta droga, na której czekają na nas potężne wyzwania jest naszą szkołą i dopóty jej nie przejdziemy nie możemy uważać się za osobę wysoko uduchowioną. I musimy znać jeszcze jedną prawdę, ta droga nigdy się nie kończy za naszego ziemskiego życia … trwa aż do fizycznej śmierci, zmienia tylko swoje formy, dzięki którym wzrastamy jeszcze wyżej.

 
Dorastając we współczesnym świecie istotny jest proces indywidualizacji, rozwoju poza światem i bez jego wpływu, oderwanie się od ogromnych ideologii, religii, znajomych a nawet rodziny. Dorastanie w ten sposób tworzy naszą prawdziwą indywidualność, zerwanie starych przekonań, są to ponowne nasze narodziny. Ten proces musi odbywać się w wielkiej świadomości i etyce duchowej a nie tylko jako nowy nurt – awangardy, wyemancypowania nowej osobowości niczym u hipisów. Jest to wyzwolenie ale na zupełnie innym poziomie.

Być wyzwolonym to nie tylko forma naszego myślenia i demonstracji życia według nowego wzorca, to przede wszystkim rewolucja w sercu i proces równowagi, który wyzwala indywidualność bez potykania się o egoizm.


Poszukiwanie duchowości, znaczy odkrywanie naszej duszy. Rodzimy się i wzrastając próbujemy odkrywać świat, zdobywać go, ale mało myślimy o własnej duszy i odkrywaniu o niej prawd. Wielu z nas ciężko pracuje aby ukazać swoją indywidualność na tym globie ale w życiu społecznym, jesteśmy z siebie dumni ze swoich osiągnięć ale w ten proces zaangażowane jest nasze ego.


Proces duszy to nasza praca nad kształtowaniem ludzkich cnót i etyki. Ścieżka duchowego rozwoju rozciąga się na ciało, umysł, ducha, to wszystko należy umieć połączyć, być w dobrym dialogu z innymi ludźmi, szanować ich bez względu na ich pochodzenie i wyznanie, puścić co nie jest prawdziwe i użyteczne. Musimy porzucić te sprawy, które tylko marnują nasz czas i energię, które zatruwają naszą duszę i przywiązują ją do pewnych schematów.


Nie róbmy z siebie życiowych klaunów, jak to obecnie czyni wielu ludzi, dają publiczne przedstawienia za darmo, przepraszam nie tak do końca … udowadniając na siłę swoje rację często tylko się kompromitują i pokazują własną wynaturzoną duszę, która nie ma nic wspólnego z Bogiem. I po co to wszystko? Ano chcą osiągnąć władzę i pokazać całemu światu, że tylko oni mają rację. A kiedy taka osoba nie może osiągnąć szczytu własnych marzeń popada w otchłań rozpaczy, targa nią gniew, frustracja, a w krańcowych przypadkach pluje i gryzie każdego kto jej wchodzi w drogę … i czyni własną osobą tylko zamieszanie niby dla dobra ogółu a tak naprawdę narusza dobra i godność innych ludzi. To są już potężne żywioły ludzkiego ego i nie mają nic wspólnego z szacunkiem dla innych osób i reszty życia.


Aby przebudzić swoją indywidualność należy żyć z szacunkiem, działać ze współczuciem, odważnie zmieniać świat ale czyniąc to po linii pokojowej. Wszystkie inne brutalne formy ludzkich wystąpień to tylko zdobywanie na siłę władzy, obsesyjny egocentryzm i egoizm, tworzący nowe zależności i połączenia, które zniewalają ludzi.
Prawdziwi poszukiwacze prawdy czynią to w sposób, który nie niszczy żadnej formy życia, zmierzają się z ludzkimi słabościami ale pokazują jak można je naprawić, usunąć. Tacy ludzie utrzymują tą planetę bez uszkadzania innych ludzi, mają szacunek dla drugiego człowieka i ludzkiego prawa …. w każdym człowieku mieszka iskra Boża i nie wolno nam ludziom jej gasić u żadnego człowieka …. musimy na nią "chuchać" i "dmuchać" aby całkiem nie zgasła a nie bez skrupułów niszczyć. Onego czasu dostałam taki przekaz: weź do ręki lemiesz i idź w świat i rozłupuj te twarde skorupy, ale uważaj nie zniszcz w środku ziarna …. jak zniszczysz skorupę przymknę oko ale kiedy zniszczysz ziarno tego ci nie odpuszczę.

Nasze duchowe ja jest iskrą z Boskiego Płomienia, z którego wyszło całe życie Wszechświata. Ta mała iskierka to część tego Płomienia, a może nawet mała cząsteczka Boga. Tą iskrę nosimy wszyscy w sobie, jest to rodzaj kamienia filozoficznego, który przypomina: kim naprawdę jesteśmy.


Takie refleksje przyszły do mnie wiele lat temu kiedy nagle znalazłam się na ulicy pełnej narkomanów. Patrzyłam na zniewolenie tych ludzi, na ich szamotanie się ze sobą jakby chcieli się z czegoś uwolnić … tak jakby byli spętani grubymi łańcuchami … w moim sercu obudziło się pragnienie: jak dotrzeć do ich ziarna, jakim sposobem rozwalić te grube skorupy, które go otaczają? Moje serce płakało bo wiedziało, że nie jest łatwo wyzwolić tą iskrę bez człowieka przyzwolenia.


My ludzie jesteśmy czymś więcej niż tylko ziemskim bytem, stopniem naukowym, naszą religią, zostaliśmy powołani przez Wielkiego Stwórcę ale żyjąc na Ziemi przykryliśmy cieniem naszą iskrę, mało tego otoczyliśmy ją potężnym murem i grubą warstwą ciemności... i nic dziwnego, że nie możemy się w tych warunkach odnaleźć.

 
Wiadomo, że na ludzkie niepohamowane zachcianki, w dodatku które niszczą terytorium innej osoby musi być jakaś dyscyplina, aby chronić prawa dręczonej osoby. Należy okiełznać zwierzęcą naturę bezwzględnej jednostki, która manifestuje swoją indywidualność poprzez przemoc.

Być indywidualistą na drodze duchowej, znaczy żyć w duchu, wycofać do granic możliwości własne ego. Cofanie ego jest niezbędnym warunkiem świadomego życia - świętego życia. Dopiero wówczas możemy funkcjonować jako słudzy Boży, kanały Miłości.


Na szczęście, dzisiaj już większość ludzi rozumie, przynajmniej intelektualnie, że egoizm jest korzeniem całego zła. W dodatku stosowany w życiu codziennym niszczy nasze zdrowie.


Największa duma przychodzi w człowieku przed jego upadkiem, tak mówią mądrzy ludzie, a dzisiaj ludzie bywają mocno zaskoczeni kiedy wykonują ślepo polecenia ego, w dodatku dla własnych korzyści a tu im wszystko upada pomimo ich najlepszych starań. I nie ma to znaczenia, czy odbywa się to w życiu materialnym czy duchowym, gdzie duchowość ma charakter rutynowy. Obecna tzw. duchowość religijna jest kolejnym środkiem do osiągnięcia egoistycznych celów. Niemal każda religia została dostosowana aby służyć egoizmowi. Podobnie jest z większością uzdrowicieli i innych uduchowionych osób, które trzymają w garści duchowe biznesy. I każdego dnia możemy zobaczyć zachęcające reklamy: "otrzymasz duchowe inicjacje, otworzę ci czakry, kundalini, oczyszczę aurę, powiem ci twoje reinkarnacje, zapytam anioła, Jezusa … itd … wybierz co chcesz, jedynie za 100 zł".


A prawdziwa duchowość polega na własnej kapitulacji a nie narcystycznym samodoskonaleniu. Prawdziwe życie duchowe nie jest samolubne, wyrachowane. Duchowy sukces w niczym nie przypomina ziemskiego sukcesu. Duchowość to rozwiązanie problemu z własnym ego a nie zaspakajanie go według jego pragnień.


I także uduchowieni, którzy idą przez życie ze słowem „miłość” na ustach, nie potrafią być bezinteresowni, tak naprawdę są wielkimi egocentrykami, dbający przede wszystkim o własny biznes. Dla wielu słowo miłość to tylko taki duchowy makijaż ze skłonnością do brania i nie ma w tym boskiego impulsu życia.

 
Prawdziwa duchowość nie jest łatwa, Wielka Perła nie jest też tania … jest bardzo kosztowna i bolesna … zbyt długo i wytrwale człowiek musi na nią pracować, a to nie ma nic wspólnego ze sfałszowanym życiem Bożym.

Bezinteresowność to jest forma wyższego ludzkiego umysłu, gdzie wszystkie osobiste śmieci zostały już wyrzucone i przegoniony na 4 wiatry. Bezinteresowność to służba dla Boga a nie dla korzyści własnych, to jest dokładnie przeciwieństwem tego co zawsze robi ego.

źródło: LINK

1 komentarz:

  1. Gratuluje bardzo ladny tekst. My wszyscy , mam na mysli nie tylko czlowieka, ... jestesmy w drodze do Boga. Jedni maja juz niewiele drogi do przebycia , inni sa dopiero na poczatku tej drogi. Ale kiedys po eonach lat dotra do miejsca doclowego.

    OdpowiedzUsuń