poniedziałek, 26 września 2016

Wampiry...

Niemartwi

Znalezione obrazy dla zapytania wampiry
Wierzono, że wampirami stają się zmarli kryminaliści lub ludzie, których śmierć zabrała nagle. Także samobójców i ofiary ataku wampira uważano za potencjalne wampiry. Osoby takie na ogół nie miały właściwego pogrzebu. Wierzono, że duch, który nie może pójść ani do nieba, ani do piekła, pozostaje aktywny w ciele zmarłego. Dlatego właśnie o wampirach mówiono „niemartwi". Najbardziej przerażające historie o wampirach pochodzą z Europy Wschodniej. Polskie wampiry podobno pławiły się we krwi wypełniającej trumny. O ich rosyjskich krewnych opowiadano zaś, że wysysały krew z samego serca ofiary. Większość wampirów jednakże wolała atakować szyję, przecinając skórę ostrymi jak brzytwa kłami. Wypijana krew konserwowała ciało wampira, dlatego nie rozkładało się ono w grobie. Wampiry działały w nocy. Pod osłoną ciemności wkradały się do pokoju, gdzie spała nie spodziewająca się niczego ofiara. Jeśli nie wypity całej krwi od razu, to na ogół powracały do tej samej osoby następnego wieczora. W mitologii kilku krajów europejskich, a także w Indiach, występują wampiry widma (duchy). Są one zazwyczaj niewidzialne, jednakże atakują ludzi z równą krwiożerczością jak wampiry, pozostawiając na ich ciele ślady ugryzień.


Zwyczaje wampirów


Wiara w wampiry była rozpowszechniona na całym świecie — od Węgier aż po Chiny. Jednak w różnych krajach różne były na ich temat wyobrażenia. Wierzono, na przykład, że wampiry mogą unosić się w powietrzu i zmieniać swój kształt, atakować nie tylko ludzi, ale i zwierzęta, i że są bezcielesnymi duchami. Gdzie indziej spierano się o to, co wprawia ciało wampira w ruch: zły duch czy dusza zmarłego, niezdolna do spoczywania w spokoju. A Cyganie europejscy wierzyli, że wampiry zostawiają kości w grobie, a ich ciała wyruszają na nocną włóczęgę, budząc śpiących, rozbijając różne przedmioty i czyniąc okropny hałas. Dokuczają takie bydłu, galopując na upatrzonych zwierzętach przez pola na złamanie karku.

Znalezione obrazy dla zapytania wampiry


Wstawanie z grobu


Nie wszystkie wampiry musiały rozgrzebywać ziemię, chcąc wydostać się z grobu. Niektóre w postaci obłoku mgły potrafiły przesączyć się przez trumnę i sześć stóp ziemi i dopiero na powierzchni przybierały ludzką postać. W takim wypadku jedyną oznaką miejsca spoczynku wampira była dziura w ziemi, przez którą wymykał się na zewnątrz. . Zamknięte drzwi nie były również przeszkodą. Jeśli framuga nie została natarta czosnkiem, wampir mógł znowu przybrać postać mglistego obłoku i prześlizgnąć się pod A większość legend opowiada o wampirach wypijających krew żyjącym. Jednak niektóre wampiry wysysały krew ludziom niedawno zmarłym, a nawet zjadały ich ciała. Posądzano je też o roznoszenie różnych chorób. A Wampiry niewidzialne były bardzo złośliwe i zawzięte. Rozbijały wszystko, co wpadło im w ręce i pluły dookoła krwią, zaś ofiary swe okrutnie biły, miotając nimi na wszystkie strony.


Rodzaje wampirów


Przez długie wieki ludzie żyjący w Europie bali się wampirów. Starożytni Grecy obawiali się podobnych do człowieka demonów, wypijających krew żywym istotom. Skandynawski lud Norse wierzył, że umarli ciągle żyją w swoich grobach, źli i mściwi. Po 1300 r. na Wyspach Brytyjskich o wampirach raczej nie wspominano, ale resztę Europy nawiedzały jeszcze długo. Na przykład w 1863 r. w Bułgarii panowała prawdziwa „epidemia" opowieści o wampirach. Kres jej położyła pewna wiedźma, która odkryła i zniszczyła złego ducha.


Nocne monstra


A Wieszcy, wampir rosyjski gryzł w grobie własne ręce i stopy, a o północy wymykał się, by atakować bydło, szukać krwi i dzwonić w dzwony kościelne. Wampir bułgarski przechodzi dwie fazy rozwoju. Przez pierwszych czterdzieści dni uczył się, jak wyrządzać zło. W tym czasie ciało jego było przejrzyste, a w ciemnościach wystrzeliwały z niego jasne iskry. Następnie wampir wstawał z grobu w dawnym ciele, ale wtedy miał tylko jedno nozdrze i długi ostry język. W Transylwanii, obecnie środkowej części Rumunii, zamieszkiwały wampiry zwane maronami. Mogły one przemieniać się w kota, psa, ropuchę lub ssącego krew owada. Umiejętność maskowania bardzo ułatwiała maronom atak, jako że ofiary nie spodziewały się niczego złego ze strony zwierząt Murona, przyłapanego w grobie w ludzkiej postaci, łatwo było rozpoznać po długich, ostrych paznokciach oraz po kapiącej z oczu, uszu, nosa i ust krwi. W Europie Środkowej wierzono, że dusza może opuścić ciało ludzkie jeszcze za życia i wstąpić w ciało zwierzęcia. Podobno niebezpiecznie było pójść spać z poczuciem pragnienia, bo dusza mogła opuścić ciało w poszukiwaniu napoju. Dusza taka przybierała na ogół postać myszy lub owada. A oto trzy rodzaje wampirów niemieckich: nenntoter, obwiniany o roznoszenie zarazy, wampir o cuchnącym, pokrytym wrzodami ciele, drakul, trup powołany do życia przez demona. Nachzehrer, miał niezwykłe obyczaje. Siedział w grobie trzymając mocno kciuk jednej ręki w drugiej, zawsze z lewym okiem szeroko otwartym i — głośno pochrząkując — pożerał własny całun.


Ochrona przed wampirami


Ludzie wynajdywali rozmaite sposoby ochrony przed wampirami. Różnego rodzaju maści i przedmioty miały odstraszać „niemartwych". Za najlepsze zabezpieczenie uważano jednak dziką różę, czosnek, ogień i krzyże. Co prawda, można było wampira zabić, ale najlepiej było w ogóle nie dopuścić do jego wyjścia z grobu. Ukąszona ofiara w momencie śmierci stawała się również wampirem. Pijąc krew wampiry hipnotyzowały ludzi. Mogły więc powracać wiele razy, nie bojąc się zdemaskowania. W Indiach odstraszaniem wampirów-widm zajmowali się zawodowi egzorcyści, zwani shaycana. Wampirem mógł stać się każdy; kto zmarł śmiercią gwałtowną i tajemniczą lub za życia był bardzo złym człowiekiem, mógł po śmierci powrócić jako żądna krwi bestia. Podejrzewano również każdego, kto odznaczał się niezwykłym wyglądem lub zachowaniem. W Grecji na przykład za oznaki „niemartwych" uznawano rude włosy i niebieskie oczy. Po śmierci ciało podejrzanego było zawsze bacznie obserwowane i pilnie strzeżone, zwłaszcza w ciemnościach.


Czuwanie nad trumną


Takie środki ostrożności były zachowywane w wielu częściach Europy w XV i XVI w. Światło słońca i księżyca uważano niegdyś za silne źródła życiodajnej energii. Również i dzisiaj, być może pod wpływem tego starego wierzenia, zaciąga się zasłony w pomieszczeniu, w którym znajdują się zwłoki. Jako stwory nocne „niemartwi" panicznie bali się światła i ognia. Przed domami zostawiano więc zapalone pochodnie, a w środku ogień płonący na kominku oraz palące się świece. Wampiry nie cierpiały zapachu czosnku i dlatego każdy, kto go unikał, budził podejrzenia. Wianki czosnku rozwieszano po pokojach, nacierano nim drzwi, ramy okienne, a nawet zwierzęta domowe. Szczególnie niebezpieczne dla nie pogrzebanych ciał były zwierzęta. Jeśli jakieś przeskoczyło przez trumnę, spoczywające w niej ciało nieodwracalnie przeistaczało się w wampira. Lustra zdejmowano lub odwracano do ściany; wierzono, że dusza zmarłego, która się w nim odbije, może już tam pozostać i później wyjść, by ożywić ciało. Jak grzebano wampiry... Prawdopodobnie niektóre zwyczaje pogrzebowe powstały kiedyś jako sposób zatrzymywania „niemartwych" w grobie. Do trumny wkładano lub rzucano na wieko kwiaty, by oplatały duszę zmarłego i nie pozwoliły jej nawiedzać żyjących. Najskuteczniejsze były dzikie róże. Groby były głębokie, a trumna przykryta grubą warstwą ziemi. Miejsce pochówku było oznaczone wyraźnie, istniało bowiem wierzenie, że nieboszczyk, nad którego ciałem ktoś przeszedł, przeistaczał się w wampira. Wierzono, że samobójcy na ogół stają się wampirami. Dlatego samobójców przebijano w trumnie kołkiem i grzebano na rozstajach dróg. Tak pochowany wampir nie mógł znaleźć drogi do domu i nie mógł nachodzić rodziny i przyjaciół. Na grobie wampira umieszczano ciężkie kamienie, aby nie mógł się spod nich wydostać. Tam, gdzie zamiast pojedynczego głazu leżał stos kamieni, wszyscy przechodnie dorzucali jeszcze kilka, żeby wampir nie puszczał się za nimi w pogoń. Odkryto wiele szkieletów przybitych do trumien gwoździami lub z połamanymi kośćmi nóg. Niektóre szkielety malowano farbą w kolorze krwi, w nadziei, ze sam kolor zaspokoi łaknienie wampirów.


W okolicach grobu


Ludzie, którzy podejrzewali, że nawiedza ich wampir, starali się odnaleźć na cmentarzu jego grób. Później podejmowali próbę zabicia krwiożerczej bestii. Sposobów było wiele; jednak najpowszechniej stosowanym było wbicie jednym uderzeniem kołka w serce. Czasami kołki zastępowano rozżarzonymi do czerwoności gwoździami, które wbijano również w głowę. Najskuteczniejszą metodą unicestwienia wampira było obcięcie mu głowy łopatą grabarza, wydarcie serca i ugotowanie go w oliwie. Ciało przybijano do trumny twarzą w dół. Pod ramiona podkładano krzyże z drewna wierzbowego, a grób pokrapiano wodą święconą, by odstraszyć złe demony, które mogły pobudzić wampira do życia. Usta wypełniano czosnkiem, aby wampir nie był w stanie kąsać. W grobie i na cmentarzu rozrzucano nasiona, wierzono bowiem, że wampiry musiały je dokładnie policzyć. Zabierało to im czas do świtu, a wtedy wampiry musiały wracać do grobów.


Epidemie dżumy a wampiry


Tysiące ludzi straciło życie w wyniku epidemii dżumy, które przetoczyły się przez Europę w wiekach średnich. Normalne życie często zupełnie zamierało. Budynki popadały w ruinę, zaniedbywano uprawianie ziemi, a ludzie masowo uciekali. Żadnego lekarstwa na epidemię nie było. W czasie epidemii dżumy pojawiało się znacznie więcej niż zwykle doniesień o wampirach, bo to właśnie one obwiniane były o roznoszenie tej strasznej choroby. Ofiary dżumy musiały być chowane szybko, ze względu na niebezpieczeństwo rozszerzenia zarazy. Ciała ich wrzucano do otwartych dołów na obrzeżach miast. Domy zarażonych były oznakowane krzyżami na drzwiach. Uważano, że dżuma wisi w powietrzu jak mgła, tak więc ludzie próbowali rozproszyć ją głośnymi hałasami i muzyką. Także bicie dzwonów kościelnych miało pomagać w rozpraszaniu mgły i w odstraszaniu wampirów. Wampiry odstraszano również za pomocą wielkich ognisk, zwanych „ogniskami potrzeby". Zwierzęta przeprowadzano przez dym i żarzące się węgle, a popioły rozrzucano po polach. Miało to ochronić inwentarz przed roznoszącymi dżumę wampirami. Wygłodniałe zwierzęta szarpały i zjadały zwłoki wrzucane do otwartych dołów. Zakrwawione ludzkie szczątki z kolei były uważane za dowód działalności wampirów. Jedna z odmian dżumy powodowała głęboki sen, który łatwo można było pomylić ze śmiercią, tak więc wielu ludzi było grzebanych żywcem. To były właśnie owe „ciała", które nie rozkładały się i próbowały uciec z grobu. Dla stłumienia odoru rozkładających się ciał palono słodko pachnące zioła. Dym też uchodził za środek odstraszający wampiry i rozpraszający w powietrzu dżumę. Ludzie powszechnie wierzyli, że wampiry roznosiły dżumę oraz powoływały do życia nowe wampiry. W miejscach nawiedzonych przez dżumę podejrzane zwłoki przebijano kołkami, odcinano im głowy oraz palono na popiół.


Historia Amolda Paole'a


W 1729 r. młody serbski żołnierz Arnold Paole został wysłany do odległej i nawiedzonej przez wampiry części Grecji. Pewnej nocy został zaatakowany przez jednego z nich. Jedynym ratunkiem było odnalezienie napastnika, zjedzenie ziemi z jego grobu oraz natarcie się krwią wampira. I Arnold przeprowadził taką „kurację, ale strach go nie opuścił. Zrezygnował ze służby w armii i powrócił do domu. Arnold zamieszkał w wiosce Mewgna. Wydawało się, że „kuracja" mu pomogła. W czasie żniw spadł z wozu i wkrótce zmarł. Został pochowany na miejscowym cmentarzu, ale nie spoczął tam w spokoju. To ponure zadanie zostało przeprowadzone pewnego zimowego dnia o świcie, w dziesięć tygodni po pogrzebie Arnolda. Grabarz wykopał trumnę w asyście urzędników ze stolicy i lekarzy wojskowych oraz miejscowych dygnitarzy. Zmarłego Arnolda widziano wędrującego nocą przez wioskę. Ludzie, którzy go ujrzeli, zapadali ciężko na zdrowiu; w ciągu kilku dni czworo z nich zmarło. Okoliczni mieszkańcy wpadli w panikę. W końcu zdecydowali, że zwłoki Arnolda należy wykopać i sprawdzić. Gdy trumna została otwarta, wszelkie wątpliwości zostały rozwiane — Arnold był wampirem. Ciało jego przesunęło się w kierunku jednej ze ścian trumny; urosły mu włosy i paznokcie, z ust spływała zaś świeża krew. Wyglądał jak człowiek żyjący. Zwłoki Arnolda musiały być poddane tradycyjnym w takich wypadkach zabiegom. Wieśniacy rozrzucili główki czosnku po jego ciele i odmówili modlitwy za jego duszę. Następnie któryś z nich jednym uderzeniem wbił mu w serce klin z drewna głogu. Z rany trysnęła szkarłatna, ciepła krew, chociaż pogrzeb odbył się przed ponad dwoma miesiącami. Ciało skręciło się w paroksyzmie bólu, a z ust Arnolda wyrwał się przeraźliwy jęk. Wykopano też cztery ofiary nocnych ataków Arnolda. W zachowanych do dziś raportach dotyczących tej sprawy nie ma jednak żadnej wzmianki na temat stanu, w jakim znaleziono ich ciała. Najprawdopodobniej jednak podejrzenia wieśniaków potwierdziły się. Postąpili bowiem z nimi w taki sam sposób jak z Arnoldem: ciała zostały przekłute głogowymi klinami i poobcinano im głowy. W końcu ciała wszystkich wampirów spalono. Wiedziano , że ogień nieodwracalnie niszczy wampiry. Kupa tlącego popiołu nie może zostać ożywiona. Wampira pozbawiona schronienia, zmuszony został przenieść się do świata duchów. Chociaż wszystkie wampiry przebite klinami, spalone i ponownie pogrzebane, to jednak po sześciu latach w wiosce wybuchła epidemia. Ludzie masowo zapadali na chorobę objawiającą się bladością i osłabieniem, jak gdyby z powodu utraty krwi. Ich śmierć następowała niespodziewanie — tak samo jak w wypadku ofiar Arnolda. Wieśniacy wiedzieli już, jak poradzić sobie z niebezpieczeństwem. Przybyła następna grupa specjalnych wysłanników z Belgradu, aby zbadać sprawę na miejscu. Sprawdzili każdy podejrzany grób i znaleźli dala wielu wampirów. Krwiożerczymi bestiami okazały się być nie tylko osoby dorosłe, ale także dzieci, a nawet niemowlęta. Wszystkie zwłoki pełne były świeżej krwi, postąpiono więc z nimi w rutynowy sposób. Popioły zostały wrzucone do rzeki, by uniosła je jak najdalej. Wieśniacy podejrzewali, że nową epidemię wywołali ci, którzy spożyli mięso zwierząt, zaatakowanych niegdyś przez Arnolda.

Wampiry duchy


Wampirem najczęściej stawał się zmarły ożywiony przez demona lub przez duszę, nie mogącą spoczywać w spokoju. Niekiedy wampir był tylko duchem lub zjawą i nie potrzebował ciała, by polować na krew. Taki wampir pojawiał się najczęściej tam, gdzie ludzie czcili duchy zmarłych przodków. Wiedźmy i czarownicy byli podejrzewani o to, że jeszcze za życia wysyłają swoje dusze, by kradły krew i wyrządzały ludziom krzywdę. Ciała ich zapadały w głęboki trans i nie budziły się, zanim nie powróciły do nich dusze. Łekimmu ze starożytnej Asyrii były to duchy ludzi, którzy nie zostali pogrzebani w sposób prawidłowy. Gdy zaczynał dokuczać im głód i pragnienie, a nie dostawały żadnych ofiar, zabierały się do wysysania krwi żyjących. Ich pojawienie się oznaczało pewną śmierć. Podstępnymi wiedźmami były civateteo z Meksyku. Mówiono o nich, że są duchami kobiet, które zmarły podczas porodu, dlatego z zemsty kradną dzieci i je zjadają. Wiedźmy te zbierały się na rozstajach dróg; tak więc ludzie zostawiali im tam różne ofiary, by ochronić własne dzieci. Australijscy aborygeni traktowali krew jako oznakę siły życia i dawali ją do picia chorym. Składali także ofiary z krwi duchom zmarłych krewnych (zwyczaj kaleczenia -się w czasie żałoby). Jeśli krew nie była dana dobrowolnie, duch gniewał się i sam ją wykradał.



Duch słonia afrykańskiego


Wiele afrykańskich plemion słało ofiary z krwi duchom przodków. Niektórym duchom wystarczała krew zwierzęcia ,o ile Jeśli nie otrzymały żadnej innej, powracały i siały choroby I śmierć między żyjącymi krewnymi. Duchy stawały się tym bardziej nieprzyjemne i niebezpieczne, Im więcej czasu minęło od dnia śmierci. Trzeba było bardzo uważać, by nie zrobić przypadkiem czegoś, co mogłyby poczytać za zniewagę. Niekiedy duchy powracały jako dzikie, pożerające ludzi zwierzęta.


Wampiry z Dalekiego Wschodu


Wiele chińskich legend o wampirach przypomina podania europejskie. Wierzono, że niektóre wampiry są demonami, inne zaś miały być ciałami zmarłych, ożywionymi przez ich dusze, zwane P'o. Pozostawały one podobno na ziemi bezpośrednio po śmierci, wtedy gdy nie mogły przeistoczyć się w wampiry. Każdy zmarły, którego dało nie uległo rozkładowi, był uważany za wampira. Nawet szkielety lub same czaszki mogły być opętane przez demony i przywrócone do życia. Chińskie wampiry często umiały latać; czasami żywiły się innymi zwłokami. Japońskie wampiry były wyjątkowo złymi duchami. Mogły przybierać kształty złośliwych i podstępnych zwierząt, np. straszliwych kotów o dwóch ogonach. Potrafiły też, po dokładnym ukryciu zwłok, przybrać postać swej ofiary.


Mu, ofiara wampira


Pewnego wieczora nauczyciel Liu powrócił do domu po robieniu porządków na grobach . Gdy następnego ranku żona poszła go obudzić, ku jej przerażeniu ujrzała, że leży w łóżku martwy. W ciele jego nie było ni kropli krwi. Nie było też Kłowy, którą wampir porwał, by później dokończyć krwawą ucztę. Żona Liu, krzycząc, wybiegła z domu, ale została szybko aresztowana i wtrącona do więzienia. Na pobliskim wzgórzu pewien człowiek zbierający drewno zauważył opuszczoną trumnę, leżącą blisko otwartego grobu. Ludzie, którzy przybyli, by zbadać tę sprawę, podnieśli wieko trumny. Wewnątrz znajdował się odrażający wampir. Był porośnięty zieloną sierścią, miał ostre kły i pazury, ale twarz jego była ludzka. Wampir ściskał w ramionach głowę nauczyciela.


Wampiry z dżungli


Krążyło wiele opowieści o stworach powracających krainy umarłych i grasujących w malajskich dżunglach. Wierzono, że niektóre wampiry- duchy mogły przybierać postacie zwierząt. W przeciwieństwie do wampirów europejskich zostały one powołane do życia przez czarowników do siania zła Według malajskiej legendy langsuir potrafił zmieniać się w sowę. Był to duch zmarłej kobiety, który, powróciwszy ze świata zmarłych, atakował dzieci i wypijał z nich krew przez dziurkę w tylnej części szyi.


Wampiry demony


Ten maleńki wampir, polonu, był nie większy niż najmniejsza kosteczka małego palca u ręki. Atakował ludzi z pomocą zamienionego w demona świerszcza, nazywanego pelesit. Potrafił się On wryć w ludzkie ciało, robiąc przejście dla polonga. W konsekwencji ofiara dostawała obłędu i w majakach widziała wokół siebie koty. Polong i pelesit były na ogół powoływane do życia czarami. Polong powstawał z krwi zamordowanego człowieka, trzymanej przez tydzień w butelce, nad którą czarownik wymawiał stosowne zaklęcia. Pelesit powstawał natomiast z języka martwego niemowlęcia. Demony te musiały codziennie otrzymywać świeżą porcję krwi. Jednym z najstarszych demonów dżungli był bajang, stwór pokazany poniżej. Przyjmował on postać tchórza albo jaszczurki. Niektóre bajangi były tworzone z duszy dziecka, które zmarło przy porodzie. W noc po pogrzebie czarownik przychodził na grób i — wyśpiewując magiczne zaklęcia — namawiał duszę do wyjścia z ciała. Gdy ktoś zapadał na tajemniczą chorobę, podejrzewano, źe stał się ofiarą bajanga. Głównymi symptomami jego ataku miały być omdlenia i konwulsje. Tak samo jak w wypadku wampirów, radzie starali się wytłumaczyć przyczyny nieznanych chorób działalnością bajangów. Jedynym sposobem unicestwienia bajanga było odnalezienie jego twórcy i unieszkodliwienie go. Wierzono, że gdy tonął ktoś mający władzę nad bajangiem, to demon w postaci jaszczurki uciekał przez nos .

źródło: Link

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz